taka "Strefa mroku" w samolocie
temat na forum: ""Dziewiąte wrota" to nie "Dziecko Rosemary" – i całe szczęście!!!"
Pilot niezrealizowanego serialu SF. Jako serial ta fabuła miałaby rację bytu. Pech jednak chciał, że serialu nie będzie, a co za tym idzie pilot musi bronić się sam jako osobna, zamknięta całość. Niestety, podobnie jak wiele innych pilotów, pozbawiony kontynuacji ten również ponosi klęskę.
Jak na film SF zupełnie niepotrzebny i naciągany wydaje mi się wątek tajemniczego mordercy. O ile do serialu mógłby przyciągać, o tyle w filmie boli, że główny wątek stanowiący podstawę całej fabuły nie zostaje w żaden sposób zwieńczony. Z tego że ten program znęca się nad członkami załogi nic nie wynika (głównie dzięki temu że pytania o konsekwencje wirtualnej przemocy wydają się mniej ważne niż próby ustalenia sprawcy), a w tak zaawansowany błąd w programie aż ciężko uwierzyć.
Do tego dochodzi formuła reality show. Mnie ona zawsze drażni – zdjęcia wyglądają na amatorskie, kamera skupia się na kłótniach które wypadają bardziej sztucznie, bo są wzmacniane przez napięcie towarzyszące obecności kamer. To są tak nienormalne warunki, że ciężko mi jest się solidaryzować z tymi krzykaczami.
Film nie nadrabia ani efektami specjalnymi, ani muzyką, ani też aktorstwem. W efekcie ogląda się go ciężko, a zakończenie niestety niczego nie wynagradza.
recka na forum: "Ni gruszka, ni pietruszka"
opinia na forum: "A mogło być tak pięknie…"
recka na forum: "Masarnia spod szyldu pana Barkera"
Redneck-movie. Groza "Zamkniętych okien" opiera się na zetknięciu pary mieszczuchów z niższą klasą społeczną. Widzimy co prawda kilka scen sugerujących jakieś wątki fantastyczne typowe dla horroru, a wśród nazwisk dostrzegamy Lovecrafta co by sugerowało obecność jakichś macek i wielkich przedwiecznych, ale to będzie jedynie zmyłka. Prawdziwe zagrożenie to banda znudzonych facetów marzących jedynie o wydymaniu najświeższego towaru na wyspie i swych zapędów nigdy nie studząca.
Realizacja typowa dla swoich lat. Czuć zacny klimat lat ’60, w czym pomaga zielony Thunderbird głównych bohaterów. Muzyka jest nieco psychodeliczna i tyleż klimat osaczenia podsyca, co z filmem się nie spaja – niby filmowi pomaga, ale właściwie żyje własnym życiem.
Nie jestem amatorem tego typu grozy, stąd też i moja ocena.
Spośród innych pozycji o dobrych czarownicach, dżinach, czy wampirach, film ten wyróżnia lekkie balansowanie na granicy magii. Po tytule można by się spodziewać dość oczywistego finału rodem z "Totalnej magii", ale nie. Już pierwsze spotkanie z Cassandrą jasno sugeruje że jest ona czarownicą, ale dalsze jej działania dalekie są od oczywistego używania magii na rzecz nowych przyjaciół. Chociaż Cassandra jest główną siłą sprawczą, to nie magia stanowi jej oręż, ale otwartość i umiejętność obdzielania tym darem innych.
Realizacyjnie film właściwie niczym się nie wyróżnia – standardowy poziom produkcji telewizyjnej. Nie ma tu co prawda za bardzo do czego się przyczepić, ale też nie ma za co pochwalić. Aktorstwo niestety stoi na nieco niższym poziomie – zwłaszcza u głównego bohatera. Właściwie jedynie Catherine Bell zdaje się być stworzona do swojej roli i to głównie na jej uroku opiera się ten film.
"Czarodziejka" niby jest banalna, ale pod tym kryje się coś co potrafi oczarować i czyni ten film nieco lepszym. Ciepła produkcja rodem z Hallmarku dla całej rodziny (z najmniejszymi włącznie i na czele).
opinia na forum: "Niemalże esencja Bonda"
opinia na forum: "Tym razem przegięli"
Proszę czekać…