8+/10 – Trzeci pełnometrażowy film Afflecka jako reżysera i kolejne pozytywne zaskoczenie.
Przedstawiona historia, oparta na faktach poprowadzona z jajem, w sposób bardzo dynamiczny sprawia, że wzrok widza ani na chwilę nie odbiega od ekranu. Pełna napięcia opowieść o odbiciu ambasadorów łączy błyskotliwy humor z ciętą satyrą na ówczesne Hollywood. Palce lizać. Affleck tym filmem udowodnił, że jako reżyser nie boi się wyzwań, a jako aktor, że wciąż jest w formie, a czasy malinowej "Gilgii" czy "Daredavila" dawno przeminęły.
Więcej takiego kina proszę.
Co za film! – Niesamowite jest to z jaką lekkością film porusza taką gamę problemów jak niełatwe dorastanie, demony dzieciństwa, samotność i w końcu pierwsze zauroczenia, przyjaźń i miłość. Już od samego początku film mnie beznamiętnie porwał, a bohaterowie oczarowali. Nawet kiedy film wchodzi w mroczniejsze tony, jak wątek molestowania czy załamania nerwowego, nie traci swojej energii ani magii filmowego świata.
Wspaniała jest właśnie ta lekkość, z którą reżyser wędruje z kolejnymi wątkami, retrospekcjami, co przywodzi na myśl debiutancki film Zacha Braffa "Powrót do Garden State". Zresztą to nie jedyne podobieństwa dwóch filmów. Postać głównego bohatera, który dręczony demonami swojej przeszłości, tuszuje swoje emocje lekami przywodzi na myśl Andrew Largemana. Do tego postać grana przez Emmę Watson nosi imię Sam, dokładnie jak bohaterka Garden State Natalie Portman. Oprócz zbieżności nazwisk zgadza się ich temperament, stusunek do życia i zmiana w głównym bohaterze, do której w znacznym stopniu się przyczynią. Podobieństw jest naprawdę co nie miara! Paczka przyjaciół stworzona początkowo przez Charlie’ego, Sam i brata dziewczyny przywodzi od razu na myśl Braffa, Portman wraz z Sarsgaardem. Do tego oba filmy posiadają podobne sceny, w których główne postacie podczas imprezy zażywają narkotyki, po których tracą poczucie czasu. Jedyna różnica obu filmów polega na tym, że Braff daje odpowiedzi na zadawane pytania, w "The Perks of Being a Wallflower" z ust bohaterów pada słowo "Nie wiem". Nie ma nic w tym złego, postacie targają niepewności, stoją przed ważnymi decyzjami w życiu i zapewne dopiero uczą słuchać się swojego wewnętrznego głosu.
W filmie jest do tego sporo dobrej muzyki. Sceny ubarwiają nuty The Smiths czy David Bowie’ego. Piosenki z soudtracku łatwo wpadają w ucho i doskonale komponując się z tym, co dzieje się na ekranie. Sceny takie jak zerwanie związku przez Charlie’ego czy reinterpretacja "Rocky Horror Picture Show" w wykonaniu bohaterów filmów powinny zauroczyć niejednego widza.
8+/10
Miał fajne cameo w "Pierwszej klasie" :) Mam nadzieję, że tutaj się sprawdzi w może nieco większej roli.
Pojawił się właśnie plakat z filmu właśnie z tą aktorką.
http://collider.com/wp-content/uploads/great-gatsby-poster-elizabeth-debicki.jpg
Czekam na film, ale w sumie nie wiem czym nowym miałby zaskoczyć mnie duet Depp-Verbinski.
Mam dość mieszane uczucia. Myślę jednak, że powinno być lepiej niż w przypadku dwóch poprzednich filmów Shyamalana, no ale z drugiej strony ciężko przebić infantylność "Zdarzenia" czy "Ostatniego władcy wiatru".
Wejdź w interesującą Cię treść, dodaj do niej numerację i kliknij "Przejdź do następnego kroku". Następnie zapisz treść klikając w przycisk "Zapisz zmiany w edytowanej treści".
Ta procedura działa tylko wtedy, kiedy w treści znajdują się same niezweryfikowane elementy. Jeśli dodałeś obsadę i np. gatunek, który został sprawdzony, takiej treści w obecnym systemie niestety nie zmienisz.
Bardzo dobrze zarówno napisana jak i zagrana postać w pierwszej części TASP. Jestem za pomysłem.
Proszę czekać…