RECENZJA: Hard Paint 0
Reżyserski duet Brazylijczyków przygotowuje swoją drugą pełnometrażową produkcję ze sprawdzonych motywów: taniec, kryzys tożsamości i miłość. Na szczęście przetrawestowane składniki ich kinematograficznej potrawy smakują zadziwiająco świeżo i odkrywczo. Hard Paint wiarygodnie obrazuje problematykę środowisk LGBT oraz ich potrzebę wyrażenia własnego „ja” w antagonistycznym, radykalnym środowisku. W gruncie rzeczy to historia o pogodzeniu ciała ze świadomością, a świadomości z tożsamością – odnalezienia własnego miejsca w świecie pełnym sprzecznych kontekstów i kontrapunktów.
Pedro (Shico Menegat) to młody, zamknięty w sobie człowiek. Jego jedynym łącznikiem ze światem zewnętrznym jest sieć, a konkretniej jedna z najpopularniejszych możliwości na szybkie wzbogacenie się we współczesnym, cyfrowym świecie: streaming (materiały kręcone na żywo, do natychmiastowego wglądu przez innych internautów). Chłopiec nie jest PC-towcem: mistrzem Counter-Strike’a czy innej gry komputerowej. Daleko mu również do szemranego blogera, opowiadającego o imprezowym życiu dla trzech pryszczatych subskrybentów. Stopień jego zatracenia się pomiędzy rzeczywistością a cybernetyczną przestrzenią sięga o wiele dalej. Pedro rozbiera się w sieci przed innymi mężczyznami, równocześnie polewając swoje ciało fosforyzującą farbą. Tylko taka – niewątpliwie patologiczna – forma wyrażenia własnej tożsamości i suwerenności pozwala pogodzić mu się z orientacją seksualną, otworzyć się na innych ludzi i czerpać satysfakcję z voyerystycznego fetyszu. Równocześnie stanowi ona jedyną formę zarobku dla chłopca.
Widzowie obserwują tutaj mistrzowsko poprowadzoną migrację głównego bohatera z więzienia psychiki, poprzez terytoria wyperswadowanej psychozy do finalnego ujarzmienia egzystencjalnych demonów i pogodzenia się z własną tożsamością. Już w poprzednim filmie – Wybrzeżu – duet Filipe'a Matzembachera i Marcio Reolona przedstawiał bardzo humanistyczną, intymną relację dwojga homoseksualistów. Tytuł posiadał jednak wiele wad kina zaangażowanego – (bardzo) slow movie topiło w litrach marazmu rodzące się uczucie pomiędzy nastolatkami. Kolejne dialogi pozbawiono pożądanego, emocjonalnego bagażu, a przeciągnięte sceny wydawały się trwać w nieskończoność. Zupełnie inaczej sprawa wygląda w Hard Paint. Pedro również pozbawiony zostaje większości emocji (poza fałszywymi maskami, strojonymi do kamerki z laptopa), jednak jego egzaltacja znajduje jawne uzasadnienie w fabule produkcji.
Hard Paint to jawny manifest środowisk LGBT, sprawnie łączący ze sobą artystyczną duszę, psychologiczną prawdę i brazylijski temperament. Na największą uwagę zasługuje jednak subtelność, z jaką Matzembacher i Reolon podchodzą do emocji swoich postaci. Obyczajowa wiarygodność sprowadza na ziemię idee od kilku dekad zakorzenione w kinie Pedro Almodóvara, równocześnie kierując obiektyw kamery wyłącznie w stronę mężczyzn. Dotyczy to również scen seksu, tutaj zahaczających niemal o soft porn (zresztą: tytuł nieprzypadkowo parafrazuje termin hard porn). W tym momencie pojawia się zasadniczy problem produkcji: podejrzewam, że tytuł ze względu na subiektywną narrację oraz duże nacechowanie homo-erotyczne trafi do środowisk LGBT (potrafiących zidentyfikować się z ukazanymi postaciami), równocześnie odstraszając prawicowe środowiska. A to właśnie one powinny zrozumieć treść Hard Paint, zastanowić się nad egzystencjalną sytuacją mniejszości seksualnych czy też innych: narodowych, wyznaniowych. Ponad wszystko: rozważyć sens nienawiści względem drugiego człowieka. Tytuł – podobnie jak zwycięzca tegorocznego Sundance, Reedukacja Cameron Post – pokazuje skutki podobnych szkalowań.
Z drugiej strony przedstawiona problematyka posiada wiele uniwersalnych kluczy, pozwalających pochylić się nad ukazanymi zdarzeniami z wielu różnych stron. Metatekstowy poziom Hard Paint, ale też rodzimej Sali Samobójców, pozwala zauważyć, że nietolerowane mniejszości uciekają do cybernetycznej rzeczywistości, by tam stworzyć swoją – pozornie bezpieczną – strefę komfortu. Twórcy uważnie studiują również zjawisko voyeryzmu, podglądactwa – wskazują na jego niebezpieczeństwa, ale też skutki. Zadają niewypowiedziane pytanie: co było pierwsze? Socjopatia czy radość z bycia podglądanym?
Film opiera się na wielu celnych kontrapunktach: wizualna poezja scen z fosforyzującą farbą kontrastuje z naturalistyczną wizją krajobrazu za oknem: szarymi blokowiskami i równie bezbarwnymi osobistościami. Z kolei subtelność relacji interpersonalnych skonfrontowana zostaje z erotyczną warstwą obrazu. Do tego dochodzi prawda psychologiczna i symbolika: farba jako suwerenność i indywidualizm (nikt wcześniej nie polewał swojego ciała kolorami świecącymi w ciemnościach i to wyróżnia Pedra pośród innych mężczyzn rozbierających się w sieci), taniec pośród ludzi jako finalne stadium pogodzenia świadomości z ciałem oraz internet jako surogat realnych relacji interpersonalnych.
Hard Paint sadowi Filipe'a Matzembachera i Marcio Reolona w tej samej lidze, w której od wielu lat znajduje się Xavier Dolan czy Pedro Almodóvar.
Moja ocena: 7/10
Hard Paint trafi na ekrany polskich kin 5 października 2018 roku.
Komentarze 0