RECENZJA: Powrót 0
Doskonałe intencje, mikrośrodowisko pod mikroskopem nieingerującej kamery. Tak zapowiada się film Powrót Magdaleny Łazarkiewicz. Intrygujący swoją niekrzykliwą narracją rozpad zbudowanego na kłamstwach świata, gdzie słychać każde przełknięcie śliny wśród patriarchalnej rodziny. Tynk się kruszy, niektórzy nie wytrzymują funkcjonowania w życiu, jak na scenie, gdzie scenariusz egzystencji determinuje okoliczna społeczność. Spore ambicje do opowiedzenia bardzo chropowatym językiem o Kościele jako narzędziu patroszącym ludzi ze szczerości i prowokującym w nich strach. O Kościele, który tylko rozprzestrzenia zarazę nierówności płciowej, a nie Słowo Boże, które tak naprawdę jest zastraszeniem. Cel precyzyjny, jednak opowieść w pewnym momencie chce za dużo i rozbija strukturę oraz spójność. Robi się zbyt czołobitnie, wręcz kiczowato i nieznośnie teatralnie. Od doskonałego realizmu do jego załamania poprzez zupełnie zbędne wprowadzenie bezpośredniej i niezgrabnej dramy.
19-letnia Ula wraca do rodzinnego domu znajdującego się co widać po plenerze i społeczności od pierwszej minuty, w małej miejscowości. Nie była na wycieczce z przyjaciółmi, szalonej podróży, a zaufała pewnemu chłopakowi. Skończyło to się porwaniem i zmuszaniem jej do prostytucji. Bardzo umiejętnie zostają nam te tropy podrzucane w subtelnych skrawkach. Surowa reakcja rodziny z powodu jej powrotu, palenie pieniędzy, które dziewczyna zarobiła oraz napotkane spojrzenia, kiedy w końcu rodzice przestaną trzymać Ulę na klucz i pozwolą wyjść z domu. Wszyscy wszystko tutaj wiedzą. Nic nie powiedzą na głos. Rodzina z opuszczoną głową, jak reszta mieszkańców, niczym na autopilocie będzie chodzić do kościoła, powtarzać bez namysłu słowa modlitwy nie realizując ich w codziennym życiu. W międzyczasie przemyka przez ich życie Lena, która nie jest w najlepszej kondycji. Uważają ją w mieście za szumowinę, alkoholiczkę, a ona jako jedyna reaguje głosem sprzeciwu wobec agresji i ostracyzmu, który napotyka nieustannie Ulę. Jest to postać dosyć ważna w życiu dziewczyny. Lena czuje po części odpowiedzialność za to, gdzie znalazła się nasza bohaterka.
Początek Powrotu jest poprowadzony świetnie. Od początku widzimy, jak dom rodzinny okazuje się nie być miejscem, gdzie Ula zazna zrozumienia, pocieszenia, naturalnego ciepła jako ofiara. Nikt tak jej nie nazwie z najbliższych. Jej rodzina raczej koncentruje się na reakcji ludzi i paraliżująco dla widza mówi bardzo wiele, fizycznie nie mówiąc nic. Spożywają, chodzą, po prostu żyją. Zamietli wszystko pod dywan, a Ula pod nim ledwo oddycha. Przechodzą do porządku dziennego. Magdalena Łazarkiewicz świetnie, bez pstrokacizny pokazuje mechanizm dulszczyzny i społecznej znieczulicy. Ula jest traktowana niczym współczesna Maria Magdalena. Nikt nie wysłucha jej historii. Ula dopiero podzieli się częścią swoich doświadczeń z księdzem, bardzo często obecnym w życiu ich rodziny. Duchowny ma wiele problemów i również ilustruje sobą pasożyta hipokryzji, który rozpanoszył się i zaraził mieszkańców tego miasta. Spowiedź Urszuli będzie dosyć specyficzna, bo z góry będzie zakładać jej grzeszność i winę. Nie będzie w tym żadnego wsparcia. Nasza bohaterka dostaje coś zupełnie odwrotnego, niż w obecnej chwili potrzebuje.
Palec reżyserki jeżeli chodzi o odpowiedzialność za zbiorową hipnozę i centrum dowodzenia obłudą jest wymierzony bez drżenia w Kościół. To miejsce, gdzie faszeruje się ludzi przekonaniem o wyższości jednych nad drugimi, gdzie wspólnota jest ułudą funkcjonującą tylko w murach świątyni, a kultura męskiego uprzywilejowania jest przez Kościół nieustannie dotowana w słowie i w czynie. Przecież gdybyśmy mieli do czynienia nie z Ulą – dziewczyną – a chłopakiem sytuacja z pewnością nie byłaby taka sama, podejście nie tak radykalne. Męska dominacja jest tak głęboko zakorzeniona w naszej nieświadomości, że prawie nie dostrzegamy jej przejawów. Jest z taką siłą wpisana w nasze oczekiwania, że nie potrafimy jej zakwestionować.
Niestety bardzo celne i hiper potrzebne stawianie pod ścianą odpowiedzialnych za dysproporcję społeczną i uważna obserwacja tego w codziennym życiu w pewnym momencie ulega złamaniu urozmaiceniem obrazu oraz narracji o tanie kino akcji. Pojawiają się demony z przeszłości, a początkowa cisza obrazu, która mroziła wymownością zostaje zasłonięta hucznym głosem i koturnowymi rozwiązaniami. Wybory docierają do momentu, gdzie staje się karykaturalnie. Dlatego Powrót powinien posiadać dwie recenzje, bo wydaje nam się w pewnym momencie, że mamy do czynienia z kompletnie innym opowiadaniem. Sposób wypowiedzi staje się zbyt bezpośredni, język zjadliwy i pełen oczywistości. Taka zmiana strategii spowodowała, że efektowne i efektywne stało się efekciarskie. Coś, co kpiło staje się przez pewne, późniejsze sceny obiektem kpin.
Powrót to koncert straconych szans. Poważny, ale nieprzegadany dramat niuansów wypowiadający bardzo potrzebne współcześnie słowa z brawurą, mutuje się w coś prostego i prostackiego. Ciężko sobie przypominać jak było na górze, kiedy nagle zaliczasz bolesny zjazd. Idea twórcza pełna błyskotliwych wniosków w pewnym momencie nie daje rady wypowiedzieć tego skutecznie kinem.
Ocena: 5/10
"Doskonałe intencje, mikrośrodowisko pod mikroskopem nieingerującej kamery" – dwa zdania? Kropka by się przydała.
"Tak zapowiada się film…" – to recenzja czy zapowiedź?
"słychać każde przełknięcie śliny wśród patriarchalnej rodziny" – "wśród rodziny"?
"jak na scenie, gdzie scenariusz egzystencji determinuje okoliczna społeczność" – scenariusz determinuje społeczność? W czym ją determinuje I jaka scena???
"Spore ambicje do opowiedzenia bardzo chropowatym językiem" – ambicje do opowiedzenia? I to jeszcze "chropowatym językiem"?
"zarazę nierówności płciowej" – był w Związku Radzieckim taki człowiek o nazwisku Łysenko. To z niego?
"Cel precyzyjny, jednak opowieść w pewnym momencie chce za dużo i rozbija strukturę oraz spójność." – czyj cel? Wcześniej było o Kościele. "Opowieść chce"? Jaką "strukturę oraz spójność"? O czym mowa?
"bezpośredniej i niezgrabnej dramy" – DRAMY?
"…znajdującego się co widać po plenerze…" – interpunkcja by się przydała.
"Nie była na wycieczce z przyjaciółmi, szalonej podróży, a zaufała pewnemu chłopakowi" – co ma piernik do wiatraka?
"…kiedy w końcu rodzice przestaną trzymać Ulę na klucz i pozwolą wyjść z domu" – "na klucz" czy "pod kluczem"? Poza tym brakuje orzeczenia.
"Rodzina z opuszczoną głową, jak reszta mieszkańców, niczym na autopilocie będzie chodzić do kościoła, powtarzać bez namysłu słowa modlitwy nie realizując je w codziennym życiu." – "rodzina z opuszczoną głową"? Czy może jednak głowami? A może głowa rodziny z głową? "Nie realizując JE? A nie "ICH? Wytłuszczenie tak katastrofalnego zdania wygląda jakby ktoś Ci chciał zrobić na złość. Ale dalej wcale nie jest lepiej. Może nawet gorzej, ale szkoda mi nerwów na taką "polszczyznę".