Obraz wojenny opowiadany nie przez pryzmat bohaterów, lecz poprzez obrazy – statyczne, odbarwione, nudne pejzaże. Chłodny, niemal pozbawiony emocji sposób kręcenia oraz niczemu nie służący montaż wątków w oderwaniu od ich chronologii nie pozwoliły mi się przejąć losami postaci. Pomimo paru dobrych momentów spore rozczarowanie.
Klawy serial łączący lekkie napięcie i grozę, tonę ironii, wampiry, demony, magię i ładną dziewoję kopiącą wszystkim złym tyłki! Ponadto zgrabnie udało się w to wpleść motyw dojrzewania bohaterów do samodzielności bez popadania w koleiny nudnej i grubymi nićmi szytej pedagogiki. Największym mankamentem jest sezon szósty, po którym finałowy sezon nie zdołał przywrócić serii dawnej chwały (na szczęście 5 sezonów sprawdza się jako zamknięta całość) oraz pokręcone decyzje dotyczące postaci Spike’a od sezonu piątego.
Serial praktycznie pod każdym względem lepszy od filmu na którym bazował – bohaterów, klimatu, efektów (w większości), czy muzyki.
PS. Mutant Enemy powinien wieńczyć więcej filmów – z "Domkiem w głębi lasu" na czele!
Gdzie Bond nie może, tam IMF pośle! Kolejna część sensacyjniaka z niezmordowanym Tomem Cruise’em dostarcza świetny rollercoaster niesamowitych scen akcji, zwrotów fabularnych, chwilowych sojuszy, emocji i szczypty humoru. Obowiązkowych silikonowych masek również nie zabraknie (choć włamania w niedostępne miejsce już tak). Chyba też po raz pierwszy mamy kontynuacje wątków z poprzednich części serii (głównie 3 i 5). Już się nie mogę doczekać siódemki!
Lekki, przyjemny musical, w finiszu wyciskacz łez, poprowadzony świetną muzyką Abby i charyzmą młodej Lilly James przebojowo wchodzącej w buty Meryl Streep. Co prawda nie dorównuje pierwszej części, wątek z Cher jest całkiem zbędny, a spora część piosenek powraca, ale i tak z chęcią obejrzę ponownie.
PS. Jest krótka scena po napisach.
Ciekawy pomysł, przyjemny seans, tylko od pewnego momentu wątki układają się nieco zbyt fartownie dla bohaterów, przez co film jest po prostu letni.
Jedno muszę przyznać – dobre zdjęcia nocne, bez większych szumów, z ładnie podkręconymi kolorkami. Za to +1 do oceny.
Jednak cała reszta ledwo przypomina fabułę. Postacie nijakie lub antypatyczne, historia zmierza donikąd jakby była dopisywana na bieżąco, żarty suche jak wiór, a emocji i szaleństwa w tym mniej, niż w wieczorku bingo.
Ojciec przechodzący załamanie traci wiarę w sens swej pracy, utrzymywanych relacji, ich szczerość i postanawia na jakiś czas się od nich odciąć powoli tracąc możliwość przyzwoitego powrotu.
Świetna rola Cranstona, ciekawy portret człowieka. Szkoda tylko, że nie pociągnięto historii dalej – urwano ją w momencie który najbardziej mnie ciekawił.
Ekipa techniczna i reżyser się spisali, ale scenariusz to czysta głupota rodem z SyFy channel – nijakie postacie, absurdalnie bezsensowny plan czarnego charakteru, wszędobylski fart bohaterów pakujących się w problemy w najgłupszy możliwy sposób, postać od gagów po prostu irytuje. Pozostanie w pamięci kilka ładnie nakręconych scen ataków oraz głupoty deklasujące słynne "Alan!" (nęcenie ogonkiem i ucieczka przed lawą to idealne materiały na memy).
Przynajmniej nie nazywają już tego "Jurassic Park".
Dość typowy sensacyjniak, ale ogląda się przyjemnie, zwłaszcza że czuć w nim słabość do motoryzacji (w przeciwieństwie np. do kolejnych "Szybkich i wściekłych", czy "Redline")
Bill Hader i absurdalność pomysłu cyngla wykonującego swoją robotę i odnajdującego pasję do aktorstwa na kursie trzymają przy ekranie. Sęk w tym, że twórcy nie chcą robić sit-comu, a humor i dramatyzm serialu gryzą się wzajemnie. (obejrzany sezon 1)
Proszę czekać…