@Movieman
Obejrzałem w końcu i cóż. Zapewne zgarnie najważniejsze nagrody za sposób w jaki został zrealizowany, a nie za poziom samego filmu. Boyhood to dobry film, ale nic więcej. No bo bądźmy szczerzy – lepszych filmów o dojrzewaniu było co najmniej kilka w historii kina (chociażby ostatnio Uciekinier z Mefju w roli głównej wywarł na mnie większe wrażenie). Ten film ma kilka fajnych małych scen, jak chociażby ta w restauracji o której wspomniał Beznickowy, albo scena kiedy drugi mąż Arquette urządza po pijaku awanturę przy stole (to były chyba dwie sceny, które na mnie wywarły największe wrażenie i jakieś tam emocje wywołały), ale reszta to zlepek ciekawszych lub nieciekawych historii z życia młodego człowieka. Patrząc na ten film mam wrażenie, że każdy z nas ma dużo ciekawsze życie od Masona.
Nie wiem, moze taki był zamiar reżysera, ale ja ten film jest NIEDOKOŃCZONY. Wiele wątków urywa się w połowie – chociażby wyżej wymieniony wątek z mężem-pijakiek. Co sie stało z jego dzieciakami? Dlaczego bohaterowie stracili z nimi kontakt? Przecież do jasnej cholery mieszkali i żyli razem kilka lat, jakaś więź się pomiędzy nimi nawiązała. I takich momentów jest kilka, gdzie w pewnej chwili film przeskakuje o kilka miesięcy/lat.
Aktorsko przoduje Arquette i Hawke, wiadomo. Dzieciak natomiast jest dla mnie FA-TAL-NY. Jeszcze z początku było ok, ale jak akcja pociągnięta była kilka lat do przodu, no nie. Smęcenie pod nosem, sposób chodzenia i bycia – niesamowicie irytujący człowiek. Aż chciałoby mu się przywalić na odmulenie. No, ale tak jak wspomniał Beznickowy, nic z tym zrobić nie mógł Richard. Jak sobie teraz porównam aktorów z Uciekiniera a tego gościa z Boyhood to normalnie jakbym porównywał obsadę Ojca chrzestnego z Kac Wawą. Niebo, a ziemia.
Ode mnie mocno naciągane 7. Oglądało mi się to mimo wszystko nieźle, było sporo zgrzytów, ale sceny przede wszystkim z Ethanem nadrabiają. Nagrody jednak wg mnie niezasłużone. Dużo lepszy byłby jakiś Oscar honorowy czy coś.
No to będzie chyba takie Krótkie spięcie dla dorosłych. Ten zwiastun na pewno lepszy od poprzedniego. Jeśli zagrają u mnie w kinie to pewnie się przejdę :)
Zgadzam się :)
Interesujący antybohater – One man show jak to się mówi o takich filmach. Jake Gyllenhaal niesie swoja charyzmą ten film, będący niezwykle mocną i wymowną satyrą na współczesne media. Zdecydowanie pod tym względem przebija to wg mnie Zaginioną dziewczynę. I chociaż momentami film, jak i bohater wydają się być trochę przerysowani, to totalnie mi to nie przeszkadzało. Dawno nie było w kinie takiego antybohatera (najbliżej był chyba Leo DiCaprio w Wilku, ale tam jednak były momenty, że można było zapałać jakąś tam sympatią do tej postaci pomimo wszystkich złych rzeczy, które robił), a do Jake’a? Ni chuuchuu.
Świetne są te początki Blooma w roli wolnego strzelca, gdzie jako raczkujący kamerzysta popełnia błędy, uczy się tego fachu. Później pojedynek z Paxtonem i rozwijanie swoich socjopatycznych zapędów, wielka kreacja Gyllenhaala czapki z głów.
A wszystko zakończone fantastycznym finałem i pościgiem po nocnym Los Angeles. Uwielbiam miasto nocą – chociażby perfekcyjne pod tym względem filmy Manna – tutaj jest tak samo. Świetne kino, ode mnie 8/10.
Ta scena w ogóle jest fantastyczna. Najpierw Fletcher okazuje skruchę z powodu wypadku byłego ucznia, pokazuje, że on także jest człowiekiem a nie tyranem. Chwilę później następuje całkowita zmiana i katowanie swoich podwładnych. Niesamowite to było.
Zgadza się – ten film na świetne sekwencje muzyczne (finał to istna petarda emocji i napięcia), ale także dwie GENIALNE sceny bez muzyki.
Pierwsza to scena przy stole i fantastyczna rozmowa, a raczej kłótnia, gdzie wszyscy stanęli przeciwko Andrew – nawet ojciec głównego bohatera. Stereotypowe, amerykańskie myślenie, które mówi, że "jesteś sportowcem, jesteś kimś" świetnie zostało tutaj obalone.
Druga to oczywiście moment kiedy Andrew zrywa z dziewczyną. To było tak proste, ale tak wymowne, że koniec – "sorry mało, wole karierę, nie chce sie skrzywdzić, nara". Piękne.
Zwiastun w sumie nie budzi we mnie żadnych emocji – ani pozytywnych, ani negatywnym. Czekam na kolejne zapowiedzi, gdzie pokazany zostanie Yellowjacket i trochę więcej Ant-Mana w akcji. Sam Rudd prezentuje sie całkiem nieźle.
UWAGA! Arcydzieło – Pierwsza 10/10 od czasów Drive. Myślałem, że już nic lepszego od Gone Girl nie dostanę z tamtego roku, a tutaj taki zonk. Wiedziałem, że będzie to świetne kino pomimo tematu, który jest dla mnie totalnie obcy. To co jednak dostałem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Pełen emocji dramat jazzowy, który ogląda się niczym jakiś mroczny thriller. Do tego dwie wybitne kreacja aktorskie – Simmons słusznie zgarnia te wszystkie nagrody, ale Teller wcale nie jest gorszy. Aż mi go szkoda, że jest pomijany, będzie wielki. Fantastyczny film, polecam.
Świetnie to wyszło :D
Hmm, może. Ale z drugiej strony jakby zrobił premierę z miesiąc wcześniej to pewnie dostałby kilka nominacji do Oscara. Tak go Akademia kocha!
Proszę czekać…