4/10 – Marna kopia "To właśnie miłość". Zamieniono tu okoliczności ze świąt bożego narodzenia na dzień św. Walentego. Tak rozbudowano film, że jego wielowątkowość jest niemalże nie do ogarnięcia. Zabrakło również świeżości, oryginalności – w filmie bowiem nie znajdziemy zupełnie nic nowego czego nie widzielibyśmy w drugorzędowych komedyjkach romantycznych. Zakończenie w przeciwieństwie wspomnianego wcześniej "Love Actually" jest mało satysfakcjonujące, tylko niewielka część wątków się ze sobą łączy i coś z niej wynika. I do tego wiele solidnej marki aktorów (Julia Roberts, Jamie Foxx czy Kathy Bates) tutaj zwyczajnie się marnuje. Przypuszcza, że nieobecność ich w tej komedii nie odjęła, by jej niczego…
Niestety nie. Ja czekam jeszcze na inne nagrody, ta akurat jest najpóźniejsza.
A film już nie? :)
5/10 – Horror z niewykorzystanym potencjałem. Wykonanie trzeba przyznać – na bardzo wysokim poziomie! Kostiumy sprzed końca XIX wieku, scenografia wiktoriańskich przemieści miast ładnie komponuje się z świetnie skomponowaną muzyką, która nadaje filmowi namiastkę klimatu. I plus efekty specjalne – przemiana Benicia Del Toro naprawdę robi wrażenie.
Jednak te wszystkie elementy tworzą powierzchowną warstwę, która jedynie dodaje urokowi filmu. Zabrakło atmosfery strachu, wręcz rosnącej paranoi. I do tego jeszcze ta postępująca banalizacja fabuły wraz z upływem czasu trwania filmu.
3/10 – Sandra Bullock po roli w "Narzeczonym mimo woli" powraca jeszcze raz do tego gatunku, w którym najwyraźniej czuje się bardzo dobrze. W sumie tą Złotą Malinę otrzymała na wyrost (w końcu ktoś pierwszy w historii musiał dostać tego samego roku równocześnie wspomnianą nagrodę i Oscara, więc kto inny by się tu nadawał?) – jakoś bardzo sztucznie i dziwacznie pani Sandra nie zagrała tej postaci, chociaż nie powiem, że momentami mnie strasznie irytowała tym ciągłym biadoleniem.
Film niestety nie urywa się spod znaku tandetnych komedyjek romantycznych z happy endem i cukierkowym dążeniem do niego. Tutaj akurat strasznie denerwowało mnie to wmieszanie w film melancholii (całe to gadanie o samotności, niezrozumieniu etc.).
6/10 – Początkowe minuty nastawiły mnie na bardzo nużące i męczące przy tym kino. Jednak z biegiem czasu film z minuty na minutę pochłaniał mnie w historię, która bądź co bądź jakaś odkrywcza nie jest, ale jak na film akcji sprawdza się tu idealnie. Akcji w zasadzie nie ma tu aż tak dużo, ale sceny walk czy strzelanin robią wrażenie. W ogóle cały ten postapokaliptyczny świat został ciekawie wykreowany i przedstawiony w filmie.
Na pewno nie jest to jakieś spektakularne, rewelacyjne kino, ale też i nie dno, jak niektórzy twierdzą. Po prostu lekkie kino akcji, podane jako neo western z ciekawą obsadą.
+7/10 – Prawdziwa perełka współczesnego polskiego kina! Film o miłości, trudnościach wynikający z różnic pokoleniowych, o rodzącym się w sercach buncie. Całość dopełnia żywa, dzika muzyka zespołu WCK wraz z momentami spokojniejszymi z utworami Blooma. Właśnie takich filmów potrzebujemy. Filmów, w których wydarzenia historyczne są tylko tłem, a nie akcją obrazu.
Wspaniale dali sobie radę aktorzy młodego pokolenia. Trzeba oczywiście wspomnieć tutaj o świetnej grze Mateusza Kościukiewicza (w kilku scenach straszliwie podobny, a może wystylizowany (?) był do Jamesa Deana!) i jego filmowych przyjaciół, którzy wykonali także sami kilka utworów muzycznych z filmu. Fajnie też wypadła córka Frycza jako partnerka Janka (jednak u Wojewódzkiego – tragedia!!).
A czytałeś "Udław się" Palahniuka? Autor spisał się na medal, tworząc powieść o wielu smaczkach, strasznie zakręconą i z zacięciem satyrystycznym. Nie ma co zarzucać mu, że stworzył "historię banalną", bo z filmem on miał niewiele wspólnego (reżysera już bardziej można obwiniać o zmarnowanie potencjału).
Książkę naprawdę polecam!
Zapewne wiele fanek Zmierzchu nie wyspało się dzisiaj ;p
W tym filmie też go raczej nie zobaczymy, ale usłyszymy :)
Proszę czekać…