Tak rozbudowanego, wciągającego i bogatego w różnorakie argumenty tematu dawno nie widziałem! :)
7/10 – Muzyka, zabawa, wolność. Występy Jimiego Hendrixona, Boba Dylana czy The Who. To oficjalna wersja ramowa festiwalu w Woodstock. Nominowany do Złotej Palmy film Anga to coś w rodzaju "making of" festiwalu, czyli ukazanie zdarzeń, które towarzyszyły powstawaniu tej wielkiej imprezy. Stąd też u niektórych może pojawić się pewne rozczarowanie, bowiem występów wcześniej wspomnianych artystów czy samej muzyki jest tu niewiele, a nawet nie ma jej tu wcale (tak więc nie wiem co w bazie robi gatunek "muzyczny"!?).
Ang Lee wykreował mnóstwo ciekawych i barwnych postaci (szczególnie role Schreibera jako transwestyty czy Hirsch jako weterana wojennego zapamiętałem). Jego film co prawda podejmuje problemy tamtejszych lat (wojna w Wietnamie, wyzwolenie społeczeństwa, nadal panujące stereotypu), ale dosłownie tylko je liźnie, bo całość zachowuje raczej komediowy i sympatyczny wymiar.
Czuć lekką melancholię za tamtymi czasami i sentymentalizm, choć nie aż w takim stopniu jak w "Brokeback Mountain" reżysera. Fajne dialogi, a’la Allenowskie zawarte w scenach z rodzicami – Żydami głównego bohatera :)
Na pewno warto! Nie jest to jakieś wiekopomne kino, ale zabawa gwarantowana!
Sto razy może i nie, ale jednak lepszy :)
Ten początek trochę smętny i niepotrzebny, ale reszta jak najbardziej ok.
Zapowiada się całkiem nieźle.
Widać, że Affleck odzyskuje dobrą formę z lat 90 ("W pogoni za Amy", "Buntownik z wyboru"), ale też po udanej "Gdzie jesteś Amando" zapowiada się kolejny, ciekawy reżyser.
Czekam na film!
Jakoś strasznie zachęcająco to nie wygląda…
No prawie dorówna Christensenowi :)
"Danger danger, my name is Anakin. My shitty acting is ruining saga." :D
Piątka – Laurka dla Nelsona Mandeli. Drugi film biograficzny w karierze Eastwooda (pierwszy to bardzo dobry "Bird"). Chociaż tak naprawdę to nie całkiem biograficzny, bo reżyser opowiada o pewnym okresie w życiu prezydenta RPA (Mistrzostwa w 1995 roku), wspominając jedynie w retrospekcjach pozostałe momenty z życia Nelsona (np. trafienie do więzienia).
Całość trochę infantylna, trochę łzawa i ckliwa, otarta maksymalnie o schematy i mocno zbanalizowana. Za dużo tu pseudo gatki o polityce, za mało o emocjach towarzyszących jej uczestnikom. Do pochwalenia na pewno duet aktorów Damon-Freeman – zasłużone nominacje do Oscara!
Ładnie opowiedziana krzepiąca historyjka, jednak od Clinta liczyłem na coś bardziej interesującego.
5/10
Proszę czekać…