Tim (Barry Watson) wydaje się być przeciętnym dwudziestolatkiem - przyzwoita praca, udany związek z uroczą Jessicą (Tory Mussett). Nikt jednak nie wie, że od dzieciństwa dławi go paraliżujący strach, który z każdym dniem narasta... Koszmar zaczął się, gdy chłopiec miał 8 lat. Co noc ojciec (Charles Mesure) czytał mu bajki, które przyprawiały chłopca o dreszcze. Każda opowieść kończyła się jednak szczęśliwie, tak aby Tim mógł zasnąć w spokoju. Pewnego wieczoru na oczach przerażonego Tima ojciec został wciągnięty przez tajemniczą siłę do szafy i na zawsze zniknął z życia swoich bliskich. Młodego człowieka prześladuje obawa, że sam kiedyś stanie się ofiarą legendarnego Boogeymana. Stara się nie dawać mu okazji na spotkanie – w jego mieszkaniu nie ma ciemnych kątów ani szaf, a do spania służy materac... Jednak w wyniku dziwnego splotu okoliczności Tim musi wrócić do domu rodzinnego, zaniedbanej i ponuro wyglądającej wiktoriańskiej posiadłości. Stopniowo nabiera pewności, że w miejscu, w którym przeżył największy dramat dzieciństwa czyha na niego ten sam potwór, który zmienił jego życie w koszmar... Anonimowy
Pamiętam, że parę lat temu zacząłem go oglądać ale wtedy bałem się byle czego i początek z szafą mnie wystraszył na tyle, że z niepokojem obserwowałem własną ;-) Teraz już na spokojnie obejrzałem i parę razy się wystraszyłem ale to raczej w pierwszej połowie filmu. Zbliżając się do końca historii miałem wrażenie, że będzie jakiś twist i okaże się, że Boogeyman to człowiek z krwi i kości. W drugiej połowie filmu za dużo tych nadnaturalnych wydarzeń – nie sposób się już bać, można się wręcz zacząć nudzić. Główny bohater mnie nie porwał. Liczyłem na lepszy seans.
2/10 – Dawno nie widziałem filmu który byłby tak fatalny pod kątem reżyserskim jak i technicznym. Patrząc na wygląd komputerowego potwora aż trudno uwierzyć, że film kosztował 20 mln$ będąc dodatkowo kręconym w Nowej Zelandii. Niesamowicie zły montaż potęguje odczucie, że "Boogeyman" pozbawiony jest zarówno napięcia jak i fabuły.
Aktorzy męczą się w swoich rolach a przecież Emily Deschanel i Lucy Lawless nie są aż takimi strasznymi beztalenciami. Szkoda, że kasę i nazwisko wyłożył na to Sam Raimi, wstyd, że polski plakat głosił "reżyser kultowego Martwego zła przedstawia".
Pozostałe
horror niskich lotów