Słodki koniec dnia 2019

Dolce Fine Giornata

Miejscem akcji filmu jest włoska prowincja, etruskie miasto Volterra. Tu od lat mieszka Maria – polska poetka, laureatka Nagrody Nobla, autorytet moralny. Świat bohaterów zostaje wywrócony do góry nogami, gdy otrzymują szokującą wiadomość o zamachu terrorystycznym w Rzymie. Bezkompromisowość i niepoprawność polityczna Marii… zobacz więcej

Reżyseria
Scenariusz
,
Aktorzy
, ,

Zwiastuny Zobacz wszystkie 2 zwiastuny

Zdjęcia Zobacz wszystkie 10 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

Krystyna Janda
jako Maria Linde
Kasia Smutniak
jako Anna
Vincent Riotta
jako Komisarz Lodovici
Antonio Catania
jako Antonio
Robin Renucci
jako Dziennikarz "Le Monde"
Lorenzo de Moor
jako Nazeer
Miła Borcuch
jako Elena
Arjun Talwar
jako Mina
Wiktor Benicki
jako Salvatore
Dominik Wojcik
jako Artysta
Christian Argentino
jako Burmistrz
Paco Rizzo
jako Karabinier

Fabuła

Miejscem akcji filmu jest włoska prowincja, etruskie miasto Volterra. Tu od lat mieszka Maria – polska poetka, laureatka Nagrody Nobla, autorytet moralny. Świat bohaterów zostaje wywrócony do góry nogami, gdy otrzymują szokującą wiadomość o zamachu terrorystycznym w Rzymie. Bezkompromisowość i niepoprawność polityczna Marii okazują się mieć dramatyczne konsekwencje. opis dystrybutora

Gatunek
Dramat
Słowa kluczowe
włochy, skandal, poetka, toskania zobacz więcej

Zobacz także

Szczegóły

Premiera
2019-05-10 (kino), 2019-01-28 (świat)
Dystrybutor
Next Film
Wytwórnia
No Sugar Films (producent)
Tank Production (koprodukcja)
Motion Group (koprodukcja) zobacz więcej
Kraj produkcji
Polska
Inne tytuły
Volterra (tytuł roboczy)
Unpromised Land
Wiek
od 15 lat
Czas trwania
92 minut

Wiadomości zobacz wszystkie 7 wiadomości

Recenzje

Dzieło niesamowicie wrażliwe kontestujące bierność i bylejakość oraz upominające się atrakcyjnie i zmysłowo o chęć poszukiwania uczuć i namiętności nawet w obliczu jakiegoś końca. 9

Tańczenie do tykającej bomby z posmakiem pysznego wina na języku i pełną świadomością sporej odległości od niebezpieczeństwa. O pozorach zaangażowania, teoretyzowaniu, a prawdziwie aktywnej postawie i pragnieniu kształtowania świata – nie tylko niekończącym się święcie hedonizmu zasysanego z ogrodów rozkoszy ziemskich namiętnie i zmysłowo opowiada Jacek Borcuch w Słodkim końcu dnia. Jednak piękno w jego obrazie jest porysowane, bo naznaczone krytyką intelektualistów, którzy sobie nawzajem przytakują, ze swoim dystansem do prawdziwego świata, bezkrytyczną zabawą lub stagnacją. Są tak naprawdę wycofani i nakręcani egoizmem, który co mądrzejsi i sprytniejsi chcą nazywać „indywidualizmem”, bo przecież niemożliwe że zobojętnieli. Autor w kolejnym filmie tęskni za żarliwością – od przyglądania się rekonstrukcji intymnych spraw jednostki po jej bojową postawę wobec bylejakości i niezgody na sponiewieranie ludzkości przez… ludzkość.

Spotykamy się z Marią Linde. Polką, która opuściła dawno swój kraj i osiedliła się w pięknej posiadłości z dala od hałasu etruskiego miasta Volterra. Kobieta uzyskała nagrodę Nobla i coraz mniej udziela się w przestrzeni publicznej. Aktywistka, nieobojętna na rzeczywistość zaczyna popadać w pewien komfort, która nijak się ma do tego, co się dzieje poza murami jej pięknej posiadłości, po zakończeniu kolejnej prężnej intelektualnie wielogodzinnej, zakrapianej dysputy z przyjaciółmi. Sielanka i idylla, w której funkcjonuje bohaterka, zaczyna być dla niej niewygodna i groteskowa w kontekście napiętej sytuacji przybywających do miasta emigrantów i rosnących nierówności społecznych determinujących konflikty. Kobieta nie uważa, że wiek czy dystans dosłowny usprawiedliwia jej „nieobecność”. Krew w żyłach zacznie płynąć jej jeszcze szybciej i nie wytrzyma swojej bierności po tragicznych wydarzeniach, jakie będą miały miejsce we Włoszech. Noblistka rozsznuruje swoje usta, rozepnie guziki w bluzce konwenansów i zaprzestanie uczestnictwa w zbiorowej hipnozie, dając przemowę podczas odebrania tytułu honorowej obywatelki miasta. Jej wypowiedź porazi wszystkich swoją bezkompromisowością. Maria jako dumna obywatelka Europy wyobraża sobie prawdziwą miłość, w której jest niezbędna krytyka. Niestety, podnosi tylko nastroje niepokoju, które towarzyszą sytuacji, i spotyka się z ostrą reakcję mediów, obywateli i najbliższych… bo po co to zrobiła. Jednak Maria Linde wie, że w sytuacjach ekstremalnych bierność to przestępstwo.

Jacek Borcuch zachwycająco snuje opowieść w kameralnej narracji odnoszącej się do pewnej indywidualnej wędrówki głównej bohaterki, jej momentu wybudzenia się z letargu, by przejść do obszernej refleksji o społecznej epidemii odwracania głowy i unikania „niewygody”. To choroba, która trawi każdą warstwę społeczną, tylko jedna utonie później, bo jest wyżej w piramidzie społecznej. Łatwo stać się konformistą w świecie konsumpcjonizmu. Dlatego zachowanie Marii dla wielu tak niezrozumiałe, doskonale pokazuje nieświadomość ludzi i to na dodatek tych, którzy mają stosy książek w głowach i na półkach. Oni wszyscy znają wiele mądrych słów, ale wolą doświadczać wybiórczo świata. Nasza bohaterka jest zaprzeczeniem współczesnego lenistwa, które przyjaźni się ze zniewoleniem i często się w nie zamienia.

Słodki koniec dnia nie forsuje nam współczesnej Joanny d’Arc, nie przerysowuje czy tworzy nieznośny nastrój bohaterski. Maria Linde jest też doskonałym przykładem takiej prywatnej rewolty i pokazuje, jak reżyser nie poddaje się żadnemu płciowemu determinizmowi. To kobieta w tym filmie przekracza prędkość sportowym autem, tęskni za rozczochranym światem i chce zaciągnąć się prawdą oraz doświadczeniem. Główną postacią nie bez powodu nie jest mężczyzna, którego zdiagnozowano by jako przedstawiciela tych z kryzysem wieku średniego. Mamy kryzys wieku obecnego na świecie.

Jacek Borcuch posiada wielką wrażliwość, potrzebę opowiadania historii poetycko, z symbolicznymi scenami. Symulując spokój, bez pietyzmu, ale z soczystością tworzy światy niczym Luca Guadagnino. W takich okolicznościach – parujących od ciepła uliczek, a nie labiryntów, kawiarenek, gdzie stoły się nie trzęsą, a kieliszki nie tłuką – bez maniery autor pokazuje nam otumanienie dobrami, gdzie nie możemy uwierzyć realnie w zło.

Słodki koniec dnia też jest parafrazą brawurowych słów pisarza Witkiewicza, pokazując różnicę pomiędzy prawdziwym artystą a przeintelektualizowanym młynkiem. Ten realny, niezmyślający siebie nie powinien bać się cierpienia. Świat jeszcze nie płonie, ale celuloid jest gorący, a jednocześnie niesamowicie seksowny i smakowity. Film, który pięknie mówi o szukaniu czucia i uczucia namiętności nawet w obliczu końca. To afirmacja temperamentu, emocjonalności i krzyk: A tu trzeba żyć i być szczerym!

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Czy wiesz, że?

Ciekawostka

Zdjęcia zrealizowano w marcu i kwietniu 2018 roku. zobacz więcej

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Współtworzą