@jacks
Pomimo, że podobna fabuła pojawiała się już wcześniej z miliard razy to i tym razem całkiem dobrze się to oglądało. Nie da się ukryć, że zwiastun pokazał zdecydowanie większość ciekawych scen. Osobiście pomajstrowałbym przy zakończeniu żeby zwieńczyć film przytupem. Jodie Foster kolejny raz nie zawodzi jako reżyser, szkoda tylko, że nie wybrała ciekawszego scenariusza do pokazania. Daję 7.
Podjęto najlepszą decyzję żeby nie robić tego filmu.
Rozczarowałem się. Jedynym atutem filmu jest tu Idris Elba, który ratuje obsadę jak i całą produkcję. Fabuła niby ciekawa w dzisiejszych czasach, jednak przedstawiona bez polotu i z wieloma lukami. Sceny akcji z Elbą trzymają poziom, można się wczuć w sytuację, ale reszta pozostawia niestety wiele do życzenia. 5/10
Jak dla mnie to raczej jakaś marketingowa dywersja. Origin Wolverine’a pokazywano z grubsza już tyle razy, że nie miało by to sensu i w tym przypadku. No chyba, że tytuł nie ma w żaden sposób łączyć się z fabułą to wtedy ma to rację bytu.
No i wyszło, że nie oglądałem Przyjaciół, bo tylko na tym poległem :) 9/10
Genialne posunięcie. Podejrzewam, że nie spodziewano się aż tak dużego hejtu, ale w czasach gdy większość osób o istnieniu Kapitana dowiaduje się z filmów to jakoś mnie to nie dziwi. Sądzę, że cała akcja tylko zwiększy sprzedaż nowemu tytułowi. I pewnie w końcu jakoś całą akcję wytłumaczą jak to było już wiele, wiele razy w przypadku postaci komiksowych, bo w końcu jak potrafią przywrócić do życia ulubionych herosów to zdrada stanu to przysłowiowy pikuś.
11/15
Bryan Singer po raz kolejny pokazuje, że jak mało kto wie jak zrobić film o X-Men. Co prawda daleko tu do świetnego "Przeszłość, która nadejdzie", ale mimo wszystko historia została w spójny sposób opowiedziana. Obsadowo nie mam zastrzeżeń, zarówno stara gwardia jak i nowe pokolenie mutantów wypada bardzo dobrze. Cieszy również stopniowy rozwój postaci, ich nauka swoich mocy i współpracy, np. wizjer Cyclopsa zobaczymy dopiero w ostatniej scenie filmu.
Ciekawie rozwinięto postać Angela, Psylocke i Storm, choć szkoda, że było ich stosunkowo mało w filmie. Motanie Magneto z jednej strony na drugą zasługuje na odrębną pochwałę. Świetnie stworzono sceny w Polsce, w rodzinnym otoczeniu, gdzie mogliśmy z innej, ludzkiej strony spojrzeć na Erika. Później jego uległość Apocalypse’owi przywróciła ciemną stronę bohatera, by ukazać kunszt mocy w pełnej krasie. Śliczne.
Od samego początku jestem rozczarowany wyglądem głównego antagonisty – Apocalypse’a. Jego postać przedstawiona w komiksach jest zdecydowanie straszniejsza i bardziej mocarna. Można doszukiwać się plusów w tym, że mogliśmy obejrzeć aktora w akcji zamiast efektów CGI, ale nadal uważam, że podrasowanie go do efektu takiego jak np. Hulk byłoby lepszym rozwiązaniem.
Nie zapomnijmy jeszcze o świetnym cameo Wolverine’a – genialne wpasowanie epizodu Broni X (Weapon X) w lata osiemdziesiąte dające wprowadzenie na nowo bohatera w istniejące kontinuum czasowe X-Men. Cała scena jakby kompletnie nie pasowała do filmu, bardziej mroczna, krwawa i pełna przemocy – dokładnie tak jak to powinno wyglądać z Rosomakiem.
Reasumując X-Men: Apocalypse jest bardzo dobrą kontynuacją i nowej trylogii Singera, pełną ciekawych postaci i niezłych zwrotów akcji. Dobra zabawa gwarantowana.
PS. Quicksilver w slow-motion kolejny raz zgarnie laury za swoją scenę; pierwszą, a nie tę przy starciu z Isaaciem.
Ten to muszę obejrzeć :) W końcu jakiś oryginalny pomysł.
Proszę czekać…