Jakby ktoś chciał wiedzieć, to ja też chciałbym zagrać Bonda! Może i nie mam doświadczenia, ale jakby reżyserował mnie James Cameron, Roberto Rodriguez, czy chociaż Tommy Wisseau, to też powinniśmy wnieść nieco inne spojrzenie na postać.
@Bercik022 drobne sprostowanie – nie tyle Marvel, co Warner z DC (Vertigo). Dlatego Constantine’a nie ma w MCU, ale buja się w telewizji w Arrowverse.
Taka kolejna wariacja na temat slendermana – wykonana dobrze, z niezłymi jumpscare’ami (z których niewiele wynika) i przewidywalną fabułą. W sam raz na jeden jedyny raz.
Trochę jakby koreańska "Ziemia żywych trupów" – konflikt o pojazd, trupy bardziej jako tło, tylko trochę słabsze efekty i miejscami trochę zbyt przesadna gra aktorska. Ogląda się dobrze, akcja jest całkiem wartka, ale odstaje od pierwszej części (mniej więcej jak "Ziemia …" od "Nocy żywych trupów").
Arrowverse bez "Arrowa", to jak rajd Paryż-Dakar nie starujący z Paryża. A nie, czekaj…
Trochę bez sensu dla CW byłoby nazywanie uniwersum "Arrowverse" jeżeli stacja nie kręci dalej "Arrowa". CWverse nie brzmi w ogóle, ale kręcenie nosem Amella wygląda jak foch aktora któremu odcięli dostęp do zabawek.
Generalnie wielka drama o nic – nazwę można zmienić, a o jakość i tak zadba CW. ("Swamp thing" tylko od HBO!)
Wciągający klimat, intrygująca rozgrywka oraz udane elementy gore przykuwają do ekranu w oczekiwaniu na finałową konfrontację. Niestety finał następuje nieco zbyt szybko, co odrobinę psuje konsekwentnie budowany nastrój. To jednak wciąż solidna pozycja.
Niezła reżyseria, dobry finisz i sporo akcentów humorystycznych aby jakoś dało się polubić bohaterów, a może i nawet im pokibicować. Dość naiwne, pokrzepiające kino drogi.
W sumie jakieś ziarnko sensu w tym tkwi – jak jest w mieście parę kin i jest dobra komunikacja to się nie chodzi do najbliższego kina, tylko tego który akurat ma dogodny repertuar. Odwiedzałem kina w Śródmieściu, na Woli, Sadybie, Żoliborzu i Mokotowie. Za spożywczakami lub prasą tak bym nie jeździł.
@Siwy1984 Co do maseczek – męką bym tego nie nazwał. Jak podczas marcowego zamknięcia trzeba było wychodzić w maseczkach, to się dość szybko do tego przyzwyczaiłem. Mam trzy dychy, lipną kondycję od dziecka (w szkole nigdy nie przebiegłem kilometra bez zadyszki a teraz jest tylko gorzej) i małą ciążę spożywczą – pięć godzin w maseczce nie stanowi dla mnie problemu. Od otwarcia kin obejrzałem 18 filmów i maseczka mi w niczym nie przeszkadzała.
Inna sprawa to przestrzeganie tego przepisu. Podczas dzisiejszego seansu na sali było z 15-20 osób i praktycznie każdy wstając z fotela zakładał maseczkę, bo praktycznie wszyscy mają ten przepis gdzieś. Zwłaszcza w multipleksach – w mniejszych kinach tak z połowa widowni jeszcze starała się go jakoś przestrzegać.
Nudne, niemal wyprane z emocji i pozbawione zaskoczeń oraz skutecznych jump scare’ów ghost story – gdyby nie podłączenie pod markę "Ju-on" zapewne film nie zarobiłby nawet jednego dolara.
Kilka charakterystycznych elementów "Ju-on" (czy ogólnie j-horroru) przerobiono tak by niczym się nie wyróżniały. Całość do zapomnienia w minutę.
Proszę czekać…