7/10 – Bardzo mocne 7, bo choć film w wielu miejscach siada (walka Pipera z Davidem przy śmietniku trwała chyba całą wieczność lub tyle ile reklamy na Polsacie) to na pewno broni się świetnym, przewrotnym pomysłem na fabułę i luzackim klimatem. Roddy Piper dobrze sprawdza się jako prosty twardziel, Meg Foster jest niestety trochę sztywna a John Carpenter jeszcze pamięta jak kręci się porządną fantastykę.
Dobrze, że porzucono pomysł remake’u, dzisiaj pewnie wyszedłby z tego ponury thriller SF czerpiący pomysły z Matrixa i Adjustment Bureau który nie dawałby tyle radości z oglądania. Ostatnia scena pozostawia szeroki uśmiech i jest kwintesencją luźnego podejścia do tematu, remake pewnie skończyłby się parę scen wcześniej, czyli na dachu biurowca. Mała rzecz a potrafi zmienić wymowę całego obrazu.
Przyjmują, ale jednocześnie nie przypominam sobie tak bardzo odgrzewanego kotleta który osiągnąłby dobry wynik w polskich kinach a przy tym nie był przebojem na świecie. Shelter zarobił na świecie zaledwie 851 tys$ przy 22 mln$ budżetu, a w USA zesłano go prosto na DVD. Do tego jest po prostu słabym, pozbawionym polotu, pełnym klisz filmem więc nie wróżę mu sukcesu w Polsce.
SyFy i wszystko jasne. Mają budżet wesela Toma Cruise’a ale porywają się na jakieś potwory i niestworzone rzeczy. Pół biedy jakby bestie były gumowe jak kiedyś, ale są odpychająco, tandetnie komputerowe.
I po co ten cyrk z polską premierą kinową? Ten film jest już możliwy do zdobycia w każdy legalny i nielegalny sposób. Nie lepiej byłoby go puścić od razu na DVD, przecież to żaden przebój.
Imperial-Cinepix ustalił sobie z własnej woli lub z woli centrali w USA gównianą datę premiery Prometeusza (1,5 miesiąca po Ameryce, raz, że do tego czasu na 100% będzie r5 bo to Fox, a dwa, że szum w Internecie i w innych mediach dawno ucichnie), Warner miał genialną datę premiery Batmana (20 lipca cały świat przeżyje apogeum gacka, będzie o nim wszędzie, w TV, radiu, Internecie i gazetach).
Więc kto ustąpił i się przestraszył? Warner! Kompletnie nie rozumiem tej sytuacji, Polska to jedyny kraj w którym Człowiek Nietoperz stchórzył przed wcale nie tak pewnym projektem Scotta. To chyba Piotr Pluciński napisał kiedyś, że o dziwnych działaniach polskich dystrybutorów można napisać książkę. Teraz widzę, że miałaby ona dwa tomy.
O tym filmie napisano już chyba wszystko, więc napiszę tylko, że na początku nie wiedziałem o co tyle szumu ale z każdą minutą coraz bardziej mnie wciągał. A końcowy pojedynek Forda z Hauerem to po prostu majstersztyk, podobnie jak zakończenie "Final Cut" z papierowym jednorożcem. Nasuwa mi się tylko jedna wątpliwość.
SPOILER
Skoro Ford również był replikantem to dlaczego tak bardzo ustępował fizycznie Hauerowi w końcowym pojedynku? Wyraźnie widać, że Hauer-replikant jak i fikająca wcześniej koziołki Daryl Hannah mają nadludzką siłę i sprawność. Dlaczego więc np w scenie skoku między budynkami Ford ma problemy z ewolucja którą holenderski blondyn wykonuje z gracją i bez trudu? Coś przeoczyłem?
Idiotyczny przeciętniak nastawiony jedynie na efekciarskie gore. Gdyby nie wysoki poziom techniczny filmu to nie zdziwiłbym się obecności loga Carismy na okładce. Krew dla krwi, końcowe zaskoczenie dla samego zaskoczenia. Fajna ostatnia scena, wspomniany wysoki poziom charakteryzacji i zdjęć oraz solidna gra Cecile De France (od torture porn do Eastwooda, całkiem nieźle) dają i tak zawyżone 5/10.
Zupełnie nie wiem jakim cudem ten film trzymał się kupy, mamy tutaj motywy z Dzikiego Zachodu, ZZ Top, Ala Capone, Draculę, wampiry używające olejku przeciwsłonecznego i żyjące na środku pustyni (!), fabrykę sztucznej krwi oraz karabiny na kołki. Ale ten absurd ogląda się całkiem przyjemnie a Campbell i Carradine dają radę. 6/10.
6/10 – Całkiem przyjemny slasher. Miejscami ekstremalne gore (morderca bije jedną z postaci głową innej postaci) zawsze jest rekompensowane humorem lub absurdalnym ujęciem kamery. "Intruz" jest głupi, krwawy, nielogiczny w zachowaniu bohaterów ale potrafi też zamierzenie rozśmieszyć i zaskoczyć ujawnieniem tożsamości mordercy. Czyli wszystko mieści się w slasherowej normie lat 80-tych. Nie jest to arcydzieło ale miły horror z epoki VHS z mikroskopijnym budżetem i raczej kiepściutką grą aktorów. Minusem jest jednak na pewno dość wkurzające zakończenie.
Jeszcze dwa słowa o plakatach do tego filmu. Na większości do seansu zachęca nazwisko Bruce’a Campbella jednak pojawia on się tu dosłownie na kilkanaście sekund, wypowiada ze dwa zdania i nie ma nawet porządnego ujęcia kamery (już Sam Raimi ma o wiele większą rolę! Dla fanów Martwego zła pojawia się jeszcze Ted Raimi, Dan Hicks i jedna sympatyczna aluzja). Drugą sprawą jest polski plakat, zdradza on kto jest mordercą mimo, że okazuje się to dopiero w ostatnich minutach filmu (!). Pierwszy raz spotkałem się z taką sytuacją i mam nadzieję, że nikt nie doda tego posterowego niewypału do bazy Fdb.
Proszę czekać…