Przypadkowo trafiłem na tego newsa i muszę powiem tylko tyle – rewelka! Popłakałem się ze śmiechu (szczególnie na klipie z Benem Affleckiem).
Można by podlinkować, żeby łatwiej trafić na tego newsa.
Czy ja wiem? Nie za ciekawie to wygląda… Może na innym aktorze strój lepiej by leżał… Nie jestem do końca przekonany z wyborem Reynoldsa. Ale zobaczymy…
Szkoda… Dzisiaj widziałem krótki program poświęcony o nim w telewizji. Osoby wypowiadające się w nim bardzo ciepło o nim mówili.
Najlepiej jakby porzucili ten projekt, bo 'rimejkowanie' coś za bardzo ostatnio nie wychodzi…
Czemu przymiotnik nasz wziąłeś w cudzysłów?
A poza tym to od stawiania zniczy są chyba cmentarze, chyba że coś się zmieniło?
4/10 – Debiut Woody’iego Allena to film nietypowy. Wyciął on z japońskiego filmu akcji (trzeba przyznać, że mocno kiczowatego, do którego wykupił wszelkie prawa), podłożył swoje dialogi i vua la! Niestety tylko część ze wspomnianych dialogów jest śmieszna, przemyślana i ironiczna. Reszta to zlepka absurdalnych pomysłów reżysera, które przyszły mu do głowy. Brak żadnej fabuły, ale to nawet podkreśla sam Woody, kiedy to zapytany o to czy może naświetlić ją, odmówił.
Nieudana satyra… – Sam reżyser tego projektu, Kaurismäki mówił o swoim dziele, że jest to "zemsta na panu Stallone, który w jego mniemaniu jest dupkiem". Nie wiem czy panowie poznali się bliżej, czy po prostu Kaurismäki wywnioskował to oglądając z nim filmy.
Jeżeli ktoś miałby ochotę poświęcić 9 minut na zapoznanie się z tą krótkometrażówką to podaję link:
http://www.youtube.com/watch?gl=PL&hl=pl&v=Fv3U_bB_-jE
Mi jakoś do gustu nie przypadła… Bardziej mnie rozśmieszył występ Jima Carrey’a parodiującego Balboę. Tutaj link: http://www.youtube.com/watch?v=Fh1ghJDHpgU&feature=related
10 lat to nic :) Taki "Gabinet doktora Caligari" został wyprodukowany w 1920 roku, a na polskie ekranu wszedł dopiero w lipcu zeszłego roku. Podobnie "Annie Hall", kilka filmów Chaplina (a wśród nich "Dyktator"), "400 batów", "Bonnie i Clyde", "Zabriskie Point", "Butch Cassidy i Sundance Kid" (premiera polska w maju).
Coś coraz czarniej widzę ten projekt…
7/10 – Przyjemny, leciutki film. Nicholson jako Melvin skojarzył mi się jakoś z postaciami z filmów Woody’iego Allena. I nie chodzi tutaj tylko o umiejscowienie fabuły w Nowym Jorku, ale o jego temperament, podobny do tego Nowojorczyka – oboje są strasznymi neurotykami i ekscentrykami, sami komplikują sobie “zabiegi” miłosne.
Niby całość podana w romantycznej oprawce, jednak z grubsza tego się nie czuć. Zostaje zatuszowane to wszystko szeregiem komicznych scen z dziwactwami (scena w restauracji i tekst “Co apetyt większy nisz nosy?” powiedziany do Żydów mnie totalnie rozwalił :)) Na pewno na uznanie zasługuje cała plejada aktorska, a szczególnie dwójka głównych bohaterów, wcześniej wspomniany Nicholson i Helen Hunt. Fajnie też wypadli Greg Kinnear jako zagubiony artysta i oczywiście jego agent – Cuba Gooding Jr.
Proszę czekać…