> Quagmire o 2012-02-18 09:57 napisał:
> Niestety…
> http://www.youtube.com/watch?v=Hs7mNwolXlw&feature=player_embedded
Okropny zwiastun. Pomijając nawet już ten przeklęty dubbing, to nie wiem czemu, ale dystrybutor zareklamował w nim tylko jedną z postaci (Iron Mana).
Zaskoczenie – Po pilocie jestem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczony. Choć sceptycznie do ostatniej chwili podchodziłem do serialu, teraz stał się chyba najbardziej pożądanym i zdaję mi się, że w niedługim czasie nadrobię te kilka sezonów. Polubiłem postacie, szczególnie oczywiście Hanka, zaprezentowany humor (mistrzowska scena w kinie!!) czy dość pokomplikowane relację między bohaterami. Choć najbardziej mnie zdziwiło i to bardzo pozytywnie wplątanie nutki zadumy głównego bohatera. Zebrane to zostało w pilocie w ostatnich sekwencje z niesamowicie trafnie dobraną muzyką (My Morning Jacket – Rocket Man).
8+/10
Falling down – Spoilery w dalszej części tekstu
Clooney już w swoim debiutanckim filmie, "Niebezpiecznym umyśle" ukazał, że potrafi tworzyć kino zaangażowane w społeczno-polityczne aspekty, a przy tym angażujące i samego widza. Potwierdził to siedem lat temu, tworząc bardzo dobre "Good Night and Good Luck", a teraz "Idy marcowe", które na krok nie ustępują jego wcześniejszym dokonaniom. Oby kariera reżyserka szła dalej w tak dobrym kierunku.
"Idy marcowe" to nie tylko świetny popis aktorstwa (a obsada jest naprawdę mocną stroną tego filmu), ale przede wszystkim mistrzowskie budowanie atmosfery rosnącej nieufności, zdrad, intryg. Przykładem może być świetna scena, kiedy to bohater grany przez Goslinga dzwoni z komórki zmarłej stażystki do gubernatora. Przy tym wszystkim padają słowa o władzy, polityce, społeczeństwie, ale na szczęście przemycone gdzieś niepostrzeżenie, a nie wpajane ochoczo widzowi prosto w twarz.
Podobało mi się jak reżyser zamknął opowieść, pokazując jednocześnie, że historia lubi się powtarzać, czego najlepszym przykładem jest główny bohater, obdarty z wzniosłych ideałów, na koniec nie różniący się od swojego pracodawcy. Oczywiście to nie jedyna taka postać w filmie, bo równie dobrze pod ten sam schemat można z łatwością podpiąć postać Philipa Seymoura Hoffmana, który gotów jest zdradzić jakby się wydawało dobrego kolegę, tylko dlatego, że poczuł się on pominięty przy zaliczaniu zasług.
Kilka słów może Jeszce o zakończeniu, które jest bezsprzecznie mocnym punktem filmu. Osobiście nie byłem pewny czy w ostatnich sekundach filmu Stephen zacznie publiczną spowiedź, by choć po części oczyścić się z grzeszków, które popełnił podczas kampanii czy może też zacznie standardową gadkę, której jest wyuczony, ale w którą przestał wierzyć. Jego wyraz twarzy jednak świadczy raczej o tym drugim.
7+/10
Nawet Muppety przygotowały swoją wersję plakatu:
http://www.elmulticine.com/imagenes/noticias/6/muppets-millenium1-poster.jpg
Może będę osamotniony w tej opinii, ale De Niro w ogóle nie sprawdza się w horroro podobnych produkcjach, czego przeciętne role w "Sile strachu" czy w "Godsend" to potwierdzają.
Całość jednak wygląda zachęcająco, oby Cortésowi znowu udało się w takim stopniu zaangażować widza jak w jego poprzednim filmie.
Zgadzam się co do pilota. Mimo, że twórcy mieli szansę na wykreowanie ciekawych bohaterów, zatrudniając grono dobrych aktorów jak Sam Neill, Robert Forster czy znanego z "Zagubionych" Jorge’a Garcię, dali podręcznikowy przykład jak można uśmiercić niezły projekt już na samym początku. Postacie są irytujące, ich kwestie i dialogi miedzy nimi do granic sztywne, naprawdę będzie trudno w małym stopniu choć sympatyzować z nimi. Nie wiem jeszcze jaką strykturę będą miały kolejne odcinki, ale pilot to popis absurdu w wykonaniu głównie postaci więźnia z Alcatraz. Małomówny, strzelający do wszystkiego co się porusza bardziej przypominał mi Terminatora aniżeli postać z serialu kryminalnego.
Nawet nie chce wiedzieć jak twórcy wyjaśnią całą historię, bo to będzie jak zakładam szczyt nieścisłości, absurdu i głupoty.
Pilot: 3/10
Zarówno krytycy jak i widzowie zeszłorocznego festiwalu w Toronto nie pozostawili niestety na filmie suchej nitki. Zebrał najgorsze recenzje. Więc obstawiałbym raczej przy tym drugim.
Kilmer ma dobre role, owszem, ale rola w "Wyspie doktora Moreau" trudno uznać do udanych. W "Gorączce" miał naprawdę niezłą rolę.
Odszedł reżyser pokroju Bergmana, Tarkowskiego czy Antonioni. Jego "Krajobraz we mgle" i "Spojrzenie Odyseusza" angażowały do granic emocjonalnie widza, a przy tym gdzieś gdzieś niezauważalnie przemycano otoczkę polityczną, jednak mało zauważalną.
Już dopisałem brakujące kategorie.
2 nominacje dla "Druhen" to faktycznie niemałe zaskoczenie. Wprawdzie dawano im szanse, jednak bardzo nikłe. Tak samo sytuacja miała się z "Drzewem życia" czy "Szpiegiem", których mało kto spodziewał się tu ujrzeć, już nie wspominając o filmie "Albert Nobbs", o którym mało kto pewnie słyszał, a na koncie ma 2 nominacje aktorskie.
Dziwne, że wśród nominowanych za najlepszy film jest 9 pozycji, a nie 10 jak przez 2 poprzednie lata.
Cieszy mnie oczywiście obecność polskiego filmu wśród nominowanych, choć wygraną ma raczej w kieszeni "Rozstanie".
Proszę czekać…