@roksana_goly
Naćpany pilot, a jaka przytomność umysłu podczas lądowania. BTW Scena z lądowaniem niesamowita "Szybujemy?" WOW Zrobiło to na mnie duże wrażenie. Dobry soundtrack – stare, sprawdzone numery zawsze dobrze robią filmom. Co do uzależnienia głównego bohatera, cokolwiek bym tu napisała, wyjdzie banał, więc zacytuje piosenkę: "I just can’t waste my time, I must keep dry. Gotta stop believin’ in all your lies. 'Cause there's too much to do before I die".
Najgorszy film Władysława Pasikowskiego. Boguś Linda grał tak, jakby myślał: "Gram w chłamie, ale wrzucę na luz i dotrwam do końca". A Baka: "Gram w chłamie, ale dam z siebie wszystko i postawię na dramatyzm". Watek miłosny, ehh (Julia Rzepecka – borze szumiący, skąd twórcy ją wytrzasnęli?). Tylko muzyka magiczna. "Ostatnia piosenka o miłości" – coś pięknego.
Muzyka Tangerine Dream robi genialny klimat (mój ulubiony utwór to "Night in Romania"). Książka na podstawie, której powstał ten film to jedna z moich ulubionych. Scott Glenn nie pasował mi do swojej roli. Zakończenie też ogromnie mnie rozczarowało.
Genialne wykorzystanie piosenki Teda Nugenta "Little Miss Dangerous" jako motyw przewodni. Sama historia ciekawa (zakończenie sztos). Teksty Sonny’ego – urocze :-)
SPOJLEROWO → "Lunapark" to moje trzecie spotkanie z twórczością Tobe’a Hoopera (po "Duchu" i "Teksańskiej masakrze", której już zupełnie nie pamiętam – do odświeżenia). Do obejrzenia zainspirował mnie Quentin Tarantino i jego "Spekulacje o kinie". Rozpoczęcie rodem z "Psychozy" (z gumowym nożem) dawało nadzieję, na coś niezłego, ale niestety. Za długo się rozkręcał, dość szybko poczułam znużenie. Akcja rozpoczęła się dopiero po ponad połowie filmu. Postać zdeformowanego chłopaka – bardzo dobra charakteryzacja jak na tamte czasy. Postać brata głównej bohaterki – wkurzająca. Dzieciak wiedział, że jego siostra i jej znajomi mogą być w niebezpieczeństwie i nic nie zrobił.
Wspaniały filmowiec. Nie tylko aktor, ale też reżyser. Szkoda, że prawie wszyscy kojarzą go głównie z "Markizy Angeliki" (BTW z Michele Mercier zagrał też w innych produkcjach, nie tylko tych o Markizie). No i chyba moja ulubiona rola – postać komisarza Rosena z "Zawodowca" (ależ to był cudownie zagrany skur…el).
Uwielbiam gościa, niesamowicie charyzmatyczny. Jak sobie przypominam sceny z Susan Sarandon w "Thelmie i Louise" – chemia jak diabli. Szanuję też za szczerość, że gra w tych wszystkich szajsowatych produkcjach, bo trzeba za coś żyć.
Mutanty z głębin gwałcą bezbronne kobiety. Oglądając końcówkę, myślałam o "Obcym, 8. pasażerze Nostromo".
Ciekawe spojrzenie na syndrom zaprzeczenia ciąży. W tym przypadku kobieta dowiedziała się o ciąży dopiero w momencie porodu.
Jeden z najpiękniejszych filmów, jakie kiedykolwiek widziałam. Prawie 4 godziny seansu, a czas mija nie wiadomo kiedy. Sceny, w których Frenhofer maluje Marianne bardzo sensualne (oczu nie mogłam oderwać). Facet szkicuje, maluje, a ja gapię się jak zaczarowana na ekran. Emmanuelle – przepiękna kobieta (jeszcze przed operacjami plastycznymi – wiem, wredna jestem). Końcówka filmu porażająca – jestem bardzo ciekawa, w jaki sposób Frenhofer namalował Marianne…
Proszę czekać…