8/10 – Możliwy spoiler.
Podczas projekcji filmu na festiwalu w Cannes wiele widzów opuściło salę przed zakończeniem filmu. Reżyser Haneke skomentował to zachowanie bardzo nietypowo. Twierdził, że właśnie te osoby zrozumiały jego obraz. Boi się natomiast o tę część widzów, która pozostała na sali do końca produkcji.
Pewne jest jedno – interpretacji wydarzeń ukazanych na ekranie jest wiele. O co tak naprawdę chodziło w całej historii musi zdecydować widz. Zresztą przez cały czas twórcy prowadzą z odbiorcami pewnego rodzaju rozmowę – postacie puszczają oczko do kamery czy pytają nas co myślimy.
To także bardzo trafny komentarz na temat szerzącej się obojętności na ukazywaną przemoc. Brutalność w "Funny Games" polega nie na jakiś makabrycznych torturach, ale właśnie związaną z niedomówieniami, początkową kulturalnością i zobojętnieniem. To właśnie nie przeraża tutaj przemoc, ale brak wrażliwości na nią czy też ciszą (np. po zabójstwie chłopca).
Na pewno nie jest to film dla wszystkich.
5/10 – Przyjemna, choć w dużej mierze rozczarowująca kontynuacja przygód człowieka pająka. Najbardziej boli sprawa czarnych charakterów. Zdecydowanie trójka to za wiele. Rozczarowuje szczególnie postać Venoma, która przecież w wersji animowanej jak i w komiksie była tak rozbudowana, a tutaj pojawia się gdzieś dopiero pod koniec filmu i tak naprawdę zostaje stoczona z nim jedna, końcowa walka. Sandman, któremu poświęcono znacznie więcej filmowego czasu też niczym nie zaskakuje. Tak naprawdę wydaje mi się, że Raimi położył większy nacisk na ukazanie wewnętrznej walki bohatera. Na takie płyciutkie problemy moralne w adaptacji tego komiksu jednak nie ma miejsca…
Oh – Trudno mi coś tutaj napisać. Jestem po prostu pod wielkim wrażeniem. Arcydzieło. Film, który nie tylko porusza ważne, uniwersalne problemy i zawiera także morał, ale także jest znakomitą rozrywką dla młodzieży.
Dzieło najwyższej jakości. Dopięte i dograne od wspaniałego, zachwycającego aktorstwa po znakomitą, mistrzowską można powiedzieć reżyserię. Naprawdę ubolewam nad faktem, że żadnych ważniejszych nagród film nie otrzymał (a powinny być i Złote Globy i Osary!). Aktorzy to profesjonaliści. Zagrali bardzo przekonująco i zasłużyli na gorące brawa (szczególnie genialny Zac Efron i Ashley Tisdale). Także bez zarzutu jest oprawa wizualna.
Piosenki. Słuchałbym je godzinami. Tekst tych niezwykłych ballad wymyślił geniusz. Postawił bym mu wielkie piwo. Jak tylko wyjdzie soundtrack tego dzieła, pierwszy idę po niego do sklepu.
10/10
Poezja. Po takich filmach wiem, że kino nie umrze. Polecam bardzo gorąco ten niezwykły film miłośnikom dobrego kina. Na pewno nie będą zawiedzeni. Gwarantuje. Prawdziwa perełka! Przy tym to taki "Stalker" to nic!
PS. Ten post należy odczytać wspak :)
To w takim razie czemu ma służyć twój post? :)
5/10 – Barton po raz kolejny zbiera ekipę (aktorów, z którymi już wcześniej pracował – Deppa czy Carter), tworzy magiczny świat, bawi się kolorami, perspektywą i asymetrią, deformuje swoich bohaterów.
Strona wizualna jest wykonana tu w sposób olśniewający, ale wydaje mi się, że w tym wszystkim twórca "Sweeneya Todda" zapomniał o fabule.
Najłatwiej scharakteryzować film jednym określeniem – "piękne z zewnątrz, ale puste w środku"…
6/10 – Przyznaję, że jakoś strasznie nie zachwyciły mnie wcześniejsze produkcje Tomka. Jednak nie można odebrać mu konsekwencji w działaniu i zapału z jakim pracuje.
Bagiński postawił na efektowności i opłaciło się, bo nie wyszła z tej produkcji kolejna pogadanka, ale efektowny i ciekawie zrealizowany przegląd historii naszego państwa.
Co jak co, ale pierwszą rzeczą jaką powinni zrobić historycy w szkołach to puścić na pierwszej lekcji właśnie ten film!
8+/10 – Możliwy spoiler.
Film Anderson to nie zwykły film. To przepełniony emocjami, napięciem spektakl trwający ponad trzy godziny, do którego zaprasza nas twórca "Boogie Nights". Tych wspomnianych trzech godzin tak naprawdę się nie odczuwa – każdy przedstawiony w obrazie epizod wciąga jeszcze bardziej widza. Do tego starannie dopracowana narracja z świetnie wykonaną sekwencją początkową ("nieumyślne morderstwo" to mistrzostwo świata!) po zakończenie – deszcz żab jako pewnego rodzaju katharsis.
Mistrzowsko zagrany. Przede wszystkim cyniczny Cruise, ale też i reszta sprawiła, że film nabrał poza dramatycznym znaczeniem uniwersalne przesłanie jakimi prawami rządzi się społeczeństwo amerykańskie.
Fantastyczny, niecodzienny film!
Trzeba znać!
Powiem tylko "Wow". Najlepszy film science-fiction od czasów "Watchmenów" i prawdopodobnie najlepszy w karierze Nolana.
W weekend postaram się dodać może recenzje.
Tak, szczególnie jego utwór "Time" jest rewelacyjnie skomponowany! Zimmer naprawdę się spisał. Świetna robota!
Proszę czekać…