Powiem tylko tyle – mam wiele do nadrobienia. Na dzień dzisiejszy zaledwie trzy pozycje z powyższego rankingu miałem przyjemność obejrzeć ("Egzorcystę", "Lśnienie" i numer ostatni z listy, czyli "Psychozę"). Z drugiej jednak strony zastanawia mnie mała jednolitość tych obrazów. Prawie wszystkie made in USA, jakby reszta świata nie istniała…
To z tego wychodzi, że ja także należę do tej grupy, bo "Martwicę mózgu" wprost ubóstwiam :)
Rozumiem… Ale czy musisz koniecznie wystawiać ocenę filmowi, którego nie widziałaś i który wejdzie do kin dopiero za rok?
> Mówimy o filmie z początku lat 90 i w tej kategorii go oceniam.
A co ma data produkcji filmu do oceny? Jak rozumiem – lata 90 cacy, a obecne dekada do du..?
> Każdy film jest niezależnym projektem i dlaczego mam go porównywać do innych tegoż pana?
Każdy film "niezależnym projektem"? Eee? Rozwiniesz myśl?
Trochę śmiała teza :) Chyba ten film najmniej cenię sobie z filmografii Zemeckisa. Wszystko trzyma się tutaj kupy dzięki charyzmatycznym aktorom, a zwłaszcza Willisowi i Meryl Streep, którzy wnieśli tutaj swój czar i ratowali niektóre sceny.
Chciałbym by oba te projekty udało się zrealizować.
Ale z tym, że jakoby Apatow to "reżyser najciekawszych komedii w historii amerykańskiej kinematografii" naprawdę trudno się zgodzić niestety…
4/10 – Ten sam albo bardzo zbliżony poziom co w części pierwszej. Film familijny z elementami fantasy w sam raz na niedzielne popołudnie, nie powodujący bólu głowy od nagromadzenia wątków czy chaotycznego scenariusza. Prosty, dość oklepany, ale przyjemny humor, Ben Stiller, który jak ulał pasuje do takich ról. Film na jednorazowe użycie.
3/10 – Pomieszanie czarnego humoru, dramatu i przesłodzonej komedii nie wyszło filmowi na dobre. Głupiutki, szablonowy, szampanowy z wymuszonym humorem. Oprócz Helen Mirren (co ona robi w tym syfie?!) plejada aktorów to samo drewno. Intryga nie trzyma się kupy i w połowie filmu można rozwikłać jakie zakończenie nas czeka. W sam raz nadawałby się na dwa odcinki "Mody na sukces"…
4/10 – O ile niektóre filmy Koterskiego wykazują znamiona opowieści z podwójnym dnem, to "Ajlawju" niestety cierpi na straszliwą monotonnie i chaos. Reżyser zgubił się we wszystkim i sądzę, że z jego zamysłu ukazania kruchości więzi ludzkich runął w gruzachi. Również Pazury nie widzę w roli Adasia. Mam nadzieję, że w "Nic śmiesznego" pokazał więcej. Jedyne co ratowało film to świetne sceny z synem reżysera – Michałem, kazaniem o ściąganiu butów czy scena na wf-ie. Reszta z dialogami na czele – niestety straszna bezkompromisowa klapa.
8/10 – Bardzo dobre kino, pozostawiające po sobie ślad.
Film przepełniony podtekstami i ciągle rosnącym napięciem. Sprawdza się na dwóch płaszczyznach – jako typowy film sensacyjny, thriller (bardzo dobra scena podczas pojedynku bokserskiego) oraz jako obraz z prawdziwą głębią, podejmujący próbę ukazania potrzeby wolności nawet za najwyższą cenę. Niewątpliwie film Konczałowski można interpretować na wiele sposobów. Otwarte zakończenie, które z jednej strony pozostawia po sobie niewielki niedosyt, ale też zmusza do głębokich refleksji.
Do tego piękne plenery Alaski, surowe, dynamiczne zdjęcia, niezła ścieżka dźwiękowa, wiele znakomitych kwestii ("-Jesteś bestią! – Nie, gorzej. Jestem człowiekiem…") i oczywiście największy plus – mistrzowskie rolę Jona Voighta i Erica Robertsa, jedynie odtwórczyni Sary to wielkie drewno!
Prawdziwa uczta dla oczu!
Proszę czekać…