Aktywność

Siedmiu samurajów (1954)

Masterpiece! – Orgazm? Tak, był i to chyba nawet większy niż za pierwszym razem. Ponad trzy godziny zleciały niewyobrażalnie szybko i mało tego, miałem ochotę na więcej. Od czego by tu zacząć ten króciutki komentarz? Może od reżyserii, cokolwiek ona oznacza? Wszystko jest dograne w najmniejszym calu. Bohaterowie wymieniają spojrzenia, toczą rozmowy praktycznie o rzeczach mało znaczących, szukają odpowiednich kandydatów na obrońców, wszystko to trwa ładną chwilką, a to wszystko przy wspaniale dobranej i skomponowanej nutce Hayasaka. Cała akcja toczy się niezmiennym rytmem, co pozwala nam poznać obyczaje panujące w wiosce i charaktery samurajów. Jest jedna taka scena, w której bodaj Mifune przedstawia samurajów w nie najlepszym tle, jakoby mieli być jeszcze gorsi od łajdaków, napadających na wioskę.

Czy film można nazwać prekursorem kina akcji? Nie wiem. Wprawdzie toczą się tu jakieś skromne walki, szczególnie pod koniec filmu, zlepione w jeden ciąg. Akcja nie jest tu najważniejsza, widz oczekuje tego co się stanie z naszymi bohaterami po jej zakończeniu. Mógłbym się przyczepić do jakiś pojedynczych, w miarę trochę irracjonalnych zachowań (np. zbiorowy lament) czy kilku niepotrzebnych, nic nie wnoszących wątków. Tylko po co? Nie przeszkadza to w odbiorze filmu. Liczy się efekt na końcu. "Na tej ziemi wieśniacy zwyciężyli, nie my" i to ostatnie ujęcie. Masterpiece!

10/10

Droga do szczęścia (2008)

5/10 – I to ma być ten surowy, mocny, zapadający w pamięć dramat? Mogło wyjść z tego coś ciekawego, ale reżyser upchnął do niego za wiele swoich pomysłów. I tak, mamy tutaj romansik z sekretarką, wizyty sąsiadów, sprawę z psychicznie chorym, ciążę, kłótnie o głupoty a do tego wszystko w niechronologicznej, pozamienianej kolejności. Winslet nie taka genialna jak to się śmiało twierdzić, zdecydowanie bardziej podobał mi się występ Shannona. Ogólnie nie rozumiem tego całego podniecania się twórczością Mendesa. Udał mu się jeden film (American Beauty) i wielkie halo…

Doktor Strangelove, lub jak przestałem się martwić i pokochałem bombę (1964)

"Mein Führer! I can walk!" – Nie ma słów by opisać tą genialną komedię. Ani trochę się nie zestarzała, nawet jest jeszcze bardziej aktualny dzisiaj wobec tych wszystkich międzynarodowych konfliktów i zagrożenia bronią masowego rażenia. Wciąż śmieszy, intryguje co i przeraża swoim absurdem. I po raz kolejny Kubrick udowadnia, że żaden gatunek nie jest mu obcy. Znakomite role Scotta i Sellersa i ostatnia sekwencja z wybuchającymi bombami przy utworze "We’ll Meet Again" to absolutny majestrzyk. Nie potrafię wskazać jakiś słabszych stron filmu, ani doszukać się jakiś błędów czy niedociągnięć.

24 Godziny: Wybawienie (2008)

Szkoda, że nie dowiedziałem się tego wcześniej. Tak to na pewno zostawiłbym film w spokoju i sięgnął dopiero po nadrobieniu zaległości w serialu. Miałem nadzieję, że twórcy stworzą nową, odrębną historię. I niestety chybieniem uważam rozłożenie akcji filmu w czasie zaledwie dwóch godzin. Ale nic… żyje się dalej :)

Trzymaj się!!

24 Godziny: Wybawienie (2008)

7 sezon? Widać mam wiele do nadrobienia! :)

Jednak to co napisałem podtrzymuję. W sezonie pierwszym czy drugim praktycznie każdy odninek niósł ze sobą jakieś możliwe zwroty akcji i dostarczał widzowi falę napięcia. W "Wybawieniu" obserwujemy przez spory kawałek filmu wędrujące afrykańskie dzieci i Jacka Bauera na czele. Jeżeli tak ma wyglądać sezon siódmy to strach się bać sięgać po następne…

Wrogowie publiczni (2009)

5/10 – Małe rozczarowanie. Podobnie jak większość film także w dużym stopniu mnie zawiódł. Kuleję tutaj i strona wizualna (no. może oprócz krystalicznego dźwięku) po "warstwę" merytoryczną".

To co najbardziej razi to te zdjęcia. Masakra… Bywały momenty, że miałem wrażenie, że oglądam jakiś tani reportaż. Jeszcze godzina takiej trzęsawicy i dostałbym migrenę… Mam tylko nadzieję, że w kolejnym filmie Manna obejdzie się bez tych cyfrowych kamer.

Liczyłem jednak na bardziej złożony scenariusz. Tutaj twórcy temat potraktowali bardzo przeciętnie, zniżając błyskotliwego Dillingera do rangi najgorszego złoczyńcy. Nie udało się stworzyć jakiś przyciągających, charyzmatycznych postaci, które przyciągały by do siebie.

Nie zawiódł duet Depp – Bale, choć w sumie ten drugi czegoś nowego tutaj nie pokazał w swojej grze. Szkoda, że dla Marion Cotillard pozostawiono tak małe pole do popisu. Nienagannie również odtworzono klimat lat 30.

Ogromny budżet to jednak nie wszystko. Zasada sprawdza się po raz kolejny. W takim wypadku musimy nadal czekać na naprawdę dobry film gangsterski.

24 Godziny: Wybawienie (2008)

3/10 – Wyjątkowo nieudana produkcja telewizyjna. Żadnego napięcia, brak jakichkolwiek zwrotów akcji, charakterystycznych dla serialu. Jak na film akcji to muszę z przykrością przyznać, że jest szczególnie nżący. Z tego co naliczyłem w filmie znalazły się zaledwie dwie sceny strzelanin, niestety także dość marnych. Film wykonany na siłę, czerpiący garściami z mocnego gruntu, jaki zbudował serial. Z drugiej jednak, że jako widz, który zatrzymał się na trzecim sezonie "24" mam pewne zaległości i wielu odwołań z filmu nie zrozumiałem. Bywa…

Requiem dla snu (2000)

9/10 – Przerażająca wizja samozagłady człowieka. Opowieść o tym jak nałóg może stać się częścią życia bohaterów. Historia życia w kłamstwie, wymyślonym świecie, iluzji. Wszystko to przyrządzone w niebagatelny, sugestywny sposób. Na naszych oczach czwórka bohaterów przechodzi transformacje. Zmieniają się nie do poznania. Nie tylko psychicznie, ale także i fizycznie.

Aronofsky to jednak ktoś. Sprawił, że nawet na powtórce siedziałem wbity w fotel przez te półtora godziny, oglądałem niemal bez mrugnięcia okiem, bez jakiegokolwiek ruchu. Chwała, że to on zajął się tą adaptacją książki Huberta Selby’iego. Inny reżyser potraktowałby sprawę sztampowo i wyszłaby z tego pseudo edukacyjny film o tym, że narkotyki są be. Darren bawi się tutaj formą w możliwe sposoby. Przyciemnianie zdjęć, dynamiczny, zwierzęcy montaż. Można mówić z biegiem czasu, że elementy te są nowatorskie, nakładające się na niezwykłą atmosferę filmu.

Film z najwyższej półki. Hipnotyzujący, na długo zapadający w pamięć, łamiący jakiekolwiek bariery. Kino aktualne, bogate w przesłania, nowatorskie w swojej formie.

Watchmen - Strażnicy (2009)

Fabuła "Strażników" to i owszem same konkrety, ale nie dopatrzyłem się tutaj jakiś, jak to nazwałeś, rozpierduch. I nie wiem co ma wspólnego ta dojrzała adaptacja komiksu z kolorowymi "Transformersami". Może wyjaśnisz?

W ogóle twoja wypowiedź wieje chaotycznością. Najpierw krytykujesz sposób realizacji adaptacji (wspominasz o zdominowaniu filmu przez efekty specjalne), a potem piszesz, że film nie zarobił na siebie tylko dlatego, bo odbiegał od nich.

Idiokracja (2006)

Gdyby temat filmu został potraktowany na serio, to i owszem może coś by z tego wyszło. Dość nieudolna komedia, po jakimś czasie przewidywalna i niepotrzebnie przekombinowana.

Proszę czekać…