Wcześniej nie słyszałem o powstaniu tego filmu. Dzięki za informacje :)
Nie rozumiem co takiego niezwykłego jest w tym zwiastunie… Pachnie mi to kolejnym zwykłym produkcyjniakiem, tworzonym by zapełnić miejsce w box officie.
Skoro tak zachwalacie to i może ja się skuszę… w przyszłości.
Doczekaliśmy się w końcu osobnej zakładki na wiadomości prywatne :) I nawet fajnie to wygląda, a na pewno lepiej aniżeli na filmwebie (w ogóle brak tam skrzynki nadawczej…).
2005? :) Chyba o dziesięć lat wcześniej :)
Oglądanie wspaniałej Marion Cotillard jako Edith to prawdziwa uczta dla oczu! Sam film także trzyma dość wysoki poziom.
Tak, jeszcze nie raz powrócę do filmu McDonagha. Absurd zmieszany z typowym czarnym humorem to lubię :) Poza tym ta niosąca muzyka, te plenery, świetne, wyraziste zdjęcia… Po prostu cudeńko! Także ósemeczka :)
No elegancko :) Znajdź jeszcze jakieś wiarygodne źródło podpierające to co piszesz i dodaj jako opis przy filmie :)
7/10 – Naprawdę przyzwoita biografia. Trochę zamętu wprowadziły te początkowe podpisy, mówiące gdzie została umiejscowiona akcja i w którym roku. Całość przyrządzono w lekki sposób – historia tancerki zaciekawia widza już od pierwszych scen. Być może momentami filmowi brakowało własnego charakteru (ciągła gadanina o "sztuce"), ale na szczęście charyzmatyczna odtwórczyni Isadory (słusznie uhonorowana Złotą Palmą w Cannes Vanessa Redgrave) zapełniała wdziękiem cały ekran. Ładne wstawki z różnymi pozami, tańcami, wygibasami pani Ducan. Charakteryzacja niestety kuleje – praktycznie przez całe dwie godziny filmu wygląd głównej bohaterki w ogóle nie zmienia się (może to taki drugi Benjamin Button? :)
4/10 – Kupa a nie western… Szereg powolnych ujęć, podobnie jak u Leone, tyle, że tu do niczego kompletnie nie prowadzą i po jakimś czasie stają się monotonne. Zdaje mi się, że Hellman chciał z prostej fabuły, uczynić nie wiadomo jaki głęboki dramat psychologiczny. Niestety się nie udało. Do tego Nicholsona tyle co kot napłakał, a w nim właśnie pokładałem największe nadzieje. Mały plusik dla zakończenia i muzyki, czasem pobrzmiewającej w tle.
Skróciłbym cholerstwo o dobrą godzinę i wyszłaby z tego całkiem strawna krótkometrażówka…
Proszę czekać…