Aktywność

Zwiastun Czarującego Szpiega

Wcześniej nie słyszałem o powstaniu tego filmu. Dzięki za informacje :)

Niesamowity zwiastun Agory!

Nie rozumiem co takiego niezwykłego jest w tym zwiastunie… Pachnie mi to kolejnym zwykłym produkcyjniakiem, tworzonym by zapełnić miejsce w box officie.

Ktoś całkiem obcy (2007)

Skoro tak zachwalacie to i może ja się skuszę… w przyszłości.

Nareszcie :) FDB.PL

Doczekaliśmy się w końcu osobnej zakładki na wiadomości prywatne :) I nawet fajnie to wygląda, a na pewno lepiej aniżeli na filmwebie (w ogóle brak tam skrzynki nadawczej…).

Braveheart – Waleczne serce (1995)

2005? :) Chyba o dziesięć lat wcześniej :)

Niczego nie żałuję (2007)

Oglądanie wspaniałej Marion Cotillard jako Edith to prawdziwa uczta dla oczu! Sam film także trzyma dość wysoki poziom.

Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj (2008)

Tak, jeszcze nie raz powrócę do filmu McDonagha. Absurd zmieszany z typowym czarnym humorem to lubię :) Poza tym ta niosąca muzyka, te plenery, świetne, wyraziste zdjęcia… Po prostu cudeńko! Także ósemeczka :)

Wyjechać z Barstow (2008)

No elegancko :) Znajdź jeszcze jakieś wiarygodne źródło podpierające to co piszesz i dodaj jako opis przy filmie :)

Isadora (1968)

7/10 – Naprawdę przyzwoita biografia. Trochę zamętu wprowadziły te początkowe podpisy, mówiące gdzie została umiejscowiona akcja i w którym roku. Całość przyrządzono w lekki sposób – historia tancerki zaciekawia widza już od pierwszych scen. Być może momentami filmowi brakowało własnego charakteru (ciągła gadanina o "sztuce"), ale na szczęście charyzmatyczna odtwórczyni Isadory (słusznie uhonorowana Złotą Palmą w Cannes Vanessa Redgrave) zapełniała wdziękiem cały ekran. Ładne wstawki z różnymi pozami, tańcami, wygibasami pani Ducan. Charakteryzacja niestety kuleje – praktycznie przez całe dwie godziny filmu wygląd głównej bohaterki w ogóle nie zmienia się (może to taki drugi Benjamin Button? :)

Niesłusznie oskarżeni (1965)

4/10 – Kupa a nie western… Szereg powolnych ujęć, podobnie jak u Leone, tyle, że tu do niczego kompletnie nie prowadzą i po jakimś czasie stają się monotonne. Zdaje mi się, że Hellman chciał z prostej fabuły, uczynić nie wiadomo jaki głęboki dramat psychologiczny. Niestety się nie udało. Do tego Nicholsona tyle co kot napłakał, a w nim właśnie pokładałem największe nadzieje. Mały plusik dla zakończenia i muzyki, czasem pobrzmiewającej w tle.

Skróciłbym cholerstwo o dobrą godzinę i wyszłaby z tego całkiem strawna krótkometrażówka…

Proszę czekać…