Aktywność

Ściana (1982)

8/10 – Film naprawdę z bardzo wysokiej półki. Eksperyment (jeżeli takim mianem możemy określić film Parkera), niezwykle dynamiczny, a jednocześnie przemyślany ze wspaniałą muzyką Floydów, których bardzo lubię, robi niewyobrażalne wrażenie nawet dzisiaj – gama problemów poruszanych w filmie jest jeszcze bardziej aktualna. Do tego świetna rola Boba Geldofa i wspaniałe animacje. Coś przerażającego…

Złodziejski kodeks (2009/I)

3/10 – Tania sensacja zbudowana na tym co już wielokrotnie było z marnymi dialogami i dużą warstwą nielogiczności. W sumie to może kobieta nie powinna się brać za realizację filmu akcji. A Freeman ostatnio chyba naprawdę stracił formę – w samym szambie grywa ("Kontrakt na zabijanie", "Wanted").

Młody Frankenstein (1974)

8/10 – Znakomita komedia! Ubaw po pachy. Zdecydowanie czołówka najśmieszniejszych filmów jakie oglądałem. Niby wszystko zostało podparte sprawdzonymi, starymi gagami, ale ogląda się to wszystko z niesamowitym wyczuciem. Podobnie jak w "Niemym kinie" wspaniała obsada, która robi swoje i popisowe role Wildera i Feldmana. Brooks w te klocki naprawdę dobry jest!

Chwasty (1987)

7/10 – Naprawdę kawał dobrego kina, które łapie nas za serducho i próbuje narzucić przesłanie. Kilka rzeczy wymagałoby lekkiego "podrasowania" czy też ubogacenia (wątek w hotelu z Helen). To także wielki popis aktorstwa – Streep i Nicholson kolejny raz mnie do siebie przekonali i olśnili na ekranie. Fajny motyw z tymi duchami i wyjaśnieniem jak zginęli. Jak najbardziej udany seans.

2046 (2004)

7/10 – Wong jakiego cenię. Ciekawie, bardzo nieszablonowo poprowadzony melodramat, bardzo tajemniczy, a przy tym szaleńczo zmysłowy. Wszystko dopełnia niesamowita muzyka, idealnie wkomponowana w różnorakie ujęcia. Na pewno nie jest to film na jeden seans. Wiele elementów, detali jeszcze pozostało mi nieznanych.

Gran Torino (2008)

6/10 – Przeczytałem gdzieś, że Clint robiąc ten film spodziewał się Oscara za najlepszą rolę męską i tym miły akcentem miał zakończyć swoją karierę aktorską. Jednak tej nagrody, ani nawet nominacji nie było i może nawet dobrze. Trochę powykrzywiał facjatę, trochę powarczał, trochę pobiegał z gnatem, trochę za mało jak na uznanie Akademii… A tak poza tym to film jest strasznie owiany schematami, a szczególnie ckliwe zakończenie. Na szczęście to wszystko ratują fantastyczne dialogi, sceny u fryzjera i w barze. Nie było źle, ale liczę następnym razem Clint na coś lepszego!

Liczby i marzenia (2005)

6/10 – Przyjemny dokumencik z ładnymi wstawkami wypełnionymi zdjęciami okolic Neapolu i spokojną muzyką. Sporo niepotrzebnych rzeczy niestety się znalazło w tym obrazie, poczynając od kłopotów z porodem kończąc na opowiastkach transwestyty. Chociaż z drugiej strony dodaje to smaczku dokumentowi i staje się nie tylko opowieścią o magii liczb, ale także jest zapisem kawałka historii Włoch. Niezłe…

Good Night and Good Luck (2005)

7/10 – Po udanym "Niebezpiecznym umyśle" Clooney jeszcze raz podejmuje podobny temat, czego owocem jest "Good Night…", obok filmu Howarda "Frost/Nixon" najlepszy obraz "telewizyjny", jeżeli można tak to ująć, tej dekady. Bardzo dobrze rozplanowany projekt, który można odczytywać na wiele sposobów. Wielki plus dla Davida Strathairna, którego do tej pory znałem głównie z ról drugoplanowych, a tutaj jako wybitny dziennikarz spisał się na medal.

Włamanie na śniadanie (2001)

Yea! – Jedna z moich ulubionych komedii kryminalnych. Zapewne większość fundamentów filmu pojawiła się wcześniej, może nawet niektóre elementy ocierają się o pewne schematy, ale mnie obraz Levinsona za każdym razem w jakimś stopniu rozśmiesza. Plus do tego lekki, nienarzucający się klimat i trójka aktorów, których lubię.

7/10

Dzikie gęsi (1978)

6/10 – Kino w starym, dobrym stylu. Parę niedociągnięć ma (niektóre dialogi wołały o pomstę do nieba!!), to trzeba otwarcie przyznać, ale zainteresował mnie w dość pokaźnym stopniu i przez te prawie trzy godziny nie znużył zbytnio. I w sumie sceny "akcji" jak na lata siedemdziesiąte złe nie były.

Proszę czekać…