@roksana_goly
20 lat udawania choroby psychicznej i nie tylko – zbyt głupie nawet jak na Głupiego i Głupszego. To było zadziwiająco żenujące, bo taki humor lubię, a to ledwo wytrzymałam. Dwóch dobrych aktorów poniżających się w takim chłamie. "Kolejna część już w 2034…" – oby nie.
Uwielbiam gotyk, ale tutaj coś poszło nie tak. Kompletnie mnie to nie wciągnęło. Warstwę wizualną doceniam, ale fabularnie nie porywa. Muzyka w tle też średnio mi pasowała.
Gdyby nie Affleck, to byłoby dla mnie arcydzieło (w najlepszym razie to średni aktor). Rosamund Pike genialna w swojej roli. Przeniesienie na ekran książki Flynn najlepsze z dotychczasowych ("Ostre przedmioty", "Mroczny zakątek" mnie nie przekonały). I fakt – jest tu cała masa nieścisłości i nielogiczności, ale… mam to gdzieś. To po prostu jeden z tych filmów, gdzie od samego początku mam ciary. Muzyka duetu Reznor & Ross to jeden z najlepszych soundtracków jakie słyszałam.
Ciekawa historia (czuć Hitchcocka) i bardzo dobra rola Margot Kidder. Szkoda, że po "Supermenach" jej kariera praktycznie stanęła w miejscu. Postać Grace jest w swoim śledztwie tak nieporadna i irytująca, że ciężko było jej kibicować. Dobry pomysł z ukazaniem dwóch perspektyw. Muzyka nie moje klimaty. Bernard Herrmann zawsze za mocno wali mi po uszach.
"Rasa ludzka jest skazana na zagładę. Pogódź się z tym…" – Za bardzo i za długo wiało nudą. Dopiero przy próbie przemiany ojca i córki w kosmitów coś zaskoczyło i nabrało tempa. Po Ferrarze spodziewałam się czegoś lepszego.
"Chyba chcą, żebyśmy ich odszukali."… Niektórzy ludzie są tak naiwni, że zagłada to tylko kwestia czasu. Opowieść o tym, co działo się kilkadziesiąt lat przed "Obcym – 8. pasażerem Nostromo" mnie nie przekonuje. Jedyna scena, która zrobiła na mnie wrażenie, to wyjmowanie Obcego z brzucha przez Shaw. Końcówka zbyt melodramatyczna – musimy się poświęcić dla ludzkości. Nie kupuję tego. Na plus Noomi Rapace i Sean Harris (ma w sobie to coś, w "Rodzinie Borgiów" był świetny).
"Brakujący składnik" 6/10 – Niezłe, ale mimo obecności ciekawych (każda na swój sposób) aktorek na ekranie, to Tim Roth odwalił (dosłownie 😏) całą robotę. "Nie ten człowiek" 4/10 – Od "Flashdance" nie przepadam za Jennifer Beals. Jej obecność psuła mi odbiór tego segmentu (i jeszcze jednego). BTW To było zwyczajnie nudne. "Rozrabiaki" 10/10 Najlepszy segment. Całość absolutnie genialna. "Did they misbehave?" "Człowiek z Hollywood" 7/10 – Po tym segmencie przychodzi ochota na obejrzenie "Man from the South" Alfreda Hitchcocka, a nie "Człowieka z Rio" (Quentin ty wprowadzający widza w błąd dupku).
Aktorskie starcie Russell vs. Liotta zdecydowanie wygrał ten drugi. To Ray Liotta sprawił, że film miał swój klimat, chociaż sama historia nie jest szczególnie porywająca.
"Skoro wszystko jest takie doskonałe, dlaczego mi się nie podoba?" Historia zbyt rozmemłana. Czuć, że coś wisi w powietrzu, ale potwornie się to wlecze. Mąż Joanny najgorszy ze wszystkich stepfordzkich mężów. Końcówka smutna.
"Żyj szybko, umrzyj młodo i pozostaw po sobie przystojnego trupa." Elvis jako sumienie, świetna muzyka (ale ja uwielbiam te nuty Zimmera), cała plejada rewelacyjnych aktorów, dialogi ("bo ty jesteś po części żółtkiem") i happy end. Lubię, chociaż nie uwielbiam.
Proszę czekać…