Aktywność

Hoży doktorzy: Moje długie pożegnanie 6x15 (2007)

8/10 – Obok "My Mirror Image" najlepszy odcinek szóstej serii Scrubsów. Nastrojem epizod przypominał początkowe dramatyczne momenty serialu jak chociażby odc. "Old Lady". Jak zwykle emocjonalne zakończenie, uogólniające problemy wszystkich bohaterów wokół wypadku i śpiączki Laverne.

Ciekawi mnie czy dr Cox zgodzi się, by jego dziecko nazwać Jennifer Dylan i by JD został ojcem chrzestnym :)

Eksperyment (2010)

Eksperyment nieudany – "Eksperyment" z 2001 r., na którym oparty jest film nie był pozbawiony wad. Głównym zarzutem niemieckiego filmu było na siłę wplątanie zuniwersowanych faz o humanizmie, władzy czy sile przetrwania. Jednak towarzyszące akcji napięcie, rodząca się transformacja całego miejsca, w którym odbywał się tytułowy eksperyment zasłuchiwała na pochwały. Remake prezentuje się o wiele gorzej. Obraz Paula Scheuringa pod względem warsztatu reżyserskiego wygląda jak marny film telewizyjny. Kuleje mnóstwo rzeczy, które sprawiają, że film wydaje się wykonany bardzo niedokładnie. Chwalone tak kreacje aktorskie, głównie tę którą stworzył Forest Whitaker także zawodzą. Są albo mało wyraziste, albo jak w przypadku wspomnianego ostatniego króla Szkocji przeszarżowane i nazbyt ekspresywne.

Jedyny plus to to, że twóry nie poszli w ślady chociażdy Gusa van Santa sprzed dekady, kiedy to kręcąc remake "Psychozy" Hitchcocka kratka w kratkę odtworzył scena po scenie. Chociaż z drugiej strony nowe elementy nie koniecznie się sprawdziły, np. inny układ pomieszczeń więziennych, scenografia z filmu z 2001 r. robiła wrażenie.

Nie dziwię się, że film od razu trafił na rynek dvd. Może to już czas zaprzestać remake’ów naprawdę dobrych filmów a przyzwyczajenie się przez mieszkańców Nowego Kontynentu do napisów…

3/10

Sześć stóp pod ziemią: Przepraszam, jestem zagubiony 3x13 (2003)

- Jak życie? – A jak tam śmierć? – "Życie nie czeka. Otrzymaliśmy dar. Czas ucieka. Powinniśmy korzystać z tego co mamy. Nie tracić nadziei."
Ruth

Lubię odcinki wyreżyserowane przez twórcę serialu, Allana Bala. Reżyser wprost mówi w nich o życiu czy śmierci, jednak stroniąc od moralitetu czy kazań. Do tego powrócono do scen z Nathanielem – świetnie szczególnie prezentowała się przechadzka Claire z ojcem po "krainie umarłych" i spotkanie tam Gabe’a. Do tego widok płaczącego Richarda Jenkinsa jako Nathaniela był nieoceniony. Nate przeżywa trudne chwile, ale ostatecznie godzi się z własnym losem, co udowadnia niejako kończąca informacja o śmierci Lisy.

Jeszcze dwa sezony przede mną. Na razie poziom jest ekstremalnie wysoki.

Mulholland Drive (2001)

Hipnotyzujący! – Spoilery.

Bez bicia przyznam się, że film Lyncha z 2001 r. narobił mi niemały mętlik w głowie. Po skończonym seansie nie potrafiłem do kupy pozbierać całej historii, powiązać ze sobą wątków i postaci. Pierwszą rzeczą jaką uczyniłem to wygooglowanie analizy obrazu. W miarę czytania rozprawy wszystko (a przynajmniej większość) stało się jasne. Reżyser wplótł, a raczej zbudował film na onirycznej strukturze. Obrazem rządzi jednak logika, ale jak słusznie zauważono jest to logika podobna do tej z naszych snów. Po uświadomieniu sobie tego, wydarzenia z filmu nabierają znaczenia, niekiedy abstrakcyjnego, surrealistycznego a nierzadko absurdalnego. Niezwykły jest sposób w jaki twórca "Zagubionej autostrady" odsuwa przed widzami kolejne części łamigłówki, wplatając w to swój dziwaczny humor, podaje pewne wskazówki, a zaraz potem wszystko to w sekundzie zmienia w iluzję i od początku skazani jesteśmy szukać seansu całej opowieści. Nie jest to lekki, popcornowy blockbuster. Z wyłączonym myśleniem i sennym nastawieniem nie warto podchodzić do tej produkcji. Piszę dlatego, że nawet będąc w pełni skupiony trudno zrozumieć i poskładać film nawet za pierwszym podejściem.

http://www.youtube.com/watch?v=AIpkMg9sh6Q – jak napisał jeden z użytkowników ta sekwencja to prawdziwa esencja nie tylko filmu Lyncha, ale w ogóle kina w szerokiej perspektywie. Scena umiejscowiona na granicy snu i jawy robi wrażenie, szczególnie kiedy zrozumiemy jej jakby nie było sugestywne znaczenie. Wobec tego do tego momentu wszystko było iluzją, snem. Pewną ucieczką jednej z bohaterek od wydarzeń, które chciałaby by potoczyły się inaczej. Mistrzostwo!

http://www.youtube.com/watch?v=a_Y6uQAU42M – już sam tytuł filmiku mówi sam za siebie. I faktycznie jest to jedna z najstraszniejszych scen jakie kiedykolwiek doświadczyłem. Zbudowana na prostych środkach, przede wszystkim na dialogu (sam efekt zaskoczenia to zaledwie wierzchołek góry lodowej) robi rewelacyjne wrażenie, które niejeden horror mógłby Mulholland Drive pozazdrościć.

Lynch stworzył obraz o naszych najskrytszych pragnieniach, aspiracjach, prawach rządzonych światem. Zamknięty w ponad dwugodzinny formę widowisko ogląda się z niesamowitym napięciem, poczuciem rosnącej niepewności i pewnego przerażenia. Świetnie dobrana, niezwykle klimatyczna muzyka (vide), dobre kreacje aktorskie, nastrojowe zdjęcia autorstwa Petera Deminga oraz mistrzowska ręka reżysera sprawiły, że film zagnieżdża się w głowie i nie daje za nic o sobie zapomnieć.

8/10

Spot telewizyjny The Thing

Wprawdzie ta zapowiedź nie wygląda źle to już na etapie spotów widać, że film raczej nie będzie utrzymany w stonowanej, klimatycznej otoczce jak pierwowzór Carpentera.

Martin Scorsese

1. Chłopcy z ferajny (1990)
2. Wściekły byk (1980)
3. Kasyno (1995)
4. Ostatnie kuszenie Chrystusa (1988)
5. Infiltracja (2006)
6. Król komedii (1982)
7. Aviator (2004)
8. Wyspa tajemnic (2010)
9. Gangi Nowego Jorku (2002)
10. Kundun – Życie Dalaj Lamy (1997)

Ekipa: The End 8x8 (2011)

Koniec – Spoilery.

Jak najbardziej satysfakcjonujące zakończenie serialu. Może nieco przesłodzone, bez fajerwerków, ale ostatnia emocjonalna scena na lotnisku z muzyką Led Zeppelina (utwór "Going to California") rekompensuje wszystko. Pobodny finał odcinka miał epizod 7 z sezonu siódmego (odc. "Gotta Look Up To Get Dow"), w którym Ari przeżywa dylemat z podjęciem pracy dyrektora studia, a z drugiej strony nie chce stracić Vincenta.

http://www.youtube.com/watch?v=t25tXJ-X6Dg
http://www.youtube.com/watch?v=3d6lVbZlTQ0

Ulubione sceny z finalnego epizodu:
1) Przede wszystkim mistrzowski, ostatni popis aktorstwa w wykonaniu Jeremy’ego Pivena jako Ari’ego w scenie w biurze, kiedy decyduje się zrezygnować z pracy na rzecz rodziny. Do tego muzyka puszczona przez Lloyda i Barbara próbująca zatrzymać współwłaściciela firmy (słyszy jedynie od niego "Shut the f*ck up Babs!" :))

2) Rozmowa Ari’ego z córką Sarą. Pierwsza chyba ich taka szczera konwersacja w przeciągu całego serialu. Do tego agent dowiaduje się, że dziewczyna idzie w jego ślady jeżeli chodzi o pracę.

3) Oburzenie Lloyda kiedy dowiaduje się, że Ari odchodzi z agencji. I jak zawsze świetna riposta Ari’ego: "You’ll always be the gay son I never wanted".

Jedyne do czego można się przyczepić to cały wątek ze ślubem Vince’a, tak szybkim, zaledwie po jednej randce.

Wątki domknięte, zakończone happy endem. Niesamowity serial, który nie tylko oglądało się z zapartym tchem, ale kibicowało się bohaterom, przeżywało z nimi upadki i wzloty, jak napisał pewien recenzent – "Ekipą" się żyje.

PS. Miejmy nadzieję teraz na kinowy film, który sugeruje scena po napisach.

Darren Aronofsky

1. Requiem dla snu (2000)
2. Π (1998)
3. Zapaśnik (2008)
4. Czarny łabędź (2010)
5. Źródło (2006)

Wszystko w porządku (2010)

7/10 – Pierwszy raz chyba jestem zadowolony z rekomendacji przy filmie. Przy "Wszystko w porządku" widnieje bowiem tytuł "Walka żywiołów" z 2005 r., który faktycznie ma wiele wspólnego z filmem Cholodenko. Oczywiście jak najbardziej rekomenduje ten tytuł.

Reżyserka świetnie wyczuła nastrój filmu, stworzyła równie dobre postaci i nakreśliła między nimi nierzadko trudne relacje. Nie przesadzałbym z całą otoczką związaną z wątkiem homoseksualnym, co niektórzy chcą na siłę przypiąć filmowi. Operując przede wszystkim dialogami film oferuje zaskakująco wiele, od wielu komicznych elementów (choć nie przeszarżowanych) kończąc na problemach młodzieży czy przedstawionym trójkącie miłosnym.

Świetnie zagrany (słusznie doceniony Mark Ruffalo!), z dobrze dobraną muzyką komediodramat, w którym tkwi sporo pozytywnej energii.

Pi (1998)

8/10 (plus spoiler) – Pierwsze mocne uderzenie od Aronofsky’ego!

W swoim debiutanckim filmie reżyser kreuje świat genialnego matematyka, stroniąc jednak od jednostronnych interpretacji. W rezultacie film opiera się o elementy psychodeliczne, technologicznego thrillera z religijnymi motywami na szczęście bez matematycznego żargonu. Niesamowite jak początkowy reżyser doskonale panuje nad tempem akcji, coraz to intensywniejszym podkręcaniem napięcia, towarzyszącego niepokoju i chaosu bohatera i budowaniem maniakalnej atmosfery między snem a jawą.

Nakręcony na czarno-białej taśmie z niepokojąca muzyką film jest również świetnie skonstruowany. Właśnie małe, ale wyraźnie zaakcentowane elementy jak na przykład mrówka czy judasz od drzwi oddziaływają na bohatera i w miarę rozwoju akcji zaczyna je inaczej postrzegać. Również klamrowa struktura filmu (motyw dziewczynki z kalkulatorem) pogłębia to odczucie.

Niezwykle wciągający, efektowny, sugestywny thriller wykonany sprawną ręką. Warto znać.

Proszę czekać…