Aktywność

W stronę morza (2004/I)

8/10 – Film nie tyle o umieraniu, co o sposobie traktowania śmierci. Zamiast jakiegoś patosu czy głębokiej rozpaczy mamy tutaj przedstawione z całkowitym spokojem racjonalne argumenty. Mądre, przemyślane, wzruszające kino z bardzo dobrą i przekonywującą rolą Javiera.

Wojna Charliego Wilsona (2007)

6/10 – Całkiem to przyjemne i nie do końca głupie, opowiedziane ze sporym dystansem, tak że można wydarzenia ukazane w filmie odbierać uniwersalnie. Na dość spory plus błyskotliwy, ironiczny, a momentami refleksyjny scenariusz z b. dobrymi dialogami.

Crash: Niebezpieczne pożądanie (1996/I)

5/10 – Mam dosyć spore kłopoty z oceną… Coś w tym na pewno jest. Napięcie, fascynacja maszynami, klimat połączony z nastrojową muzyką i ciekawymi zdjęciami. Ale gdyby wyciąć wszystkie sceny podchodzące pod soft porna to może zostałoby z 20 minut fabuły…

4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni (2007)

8/10 – Bardzo kameralne kino z dużą porcją naturalizmu, podejmujące ważny temat, zmuszające do dyskusji. Historia to nic nadzwyczajnego, ale zrezygnowanie z bezpośredniej dramaturgii i ilustracji muzycznej na rzecz prostoty spowodowały, że wydarzenia przedstawione w filmie oglądamy z zaciekawieniem, skupieniem.

Świetna robota!

Eroica (1957)

8/10 – Nie będę porównywał, która z symfonii bohaterskiej była lepsza, bo to nie ma sensu. Bardzo się od siebie różnią – pierwsza część to lekka, bardzo zabawna historia Dzidziusia (świetny Dziewoński !!), za to druga wprawiła mnie w zadumę i do tego to zakończenie. Najsmutniejsza rzecz jaką ostatnio widziałem…

Folwark zwierzęcy (1999)

5/10 – Ładna bajeczka, ale niestety do surowej, zjadliwej orwellowskiej satyry to bardzo, bardzo dużo brakuje. Nawet nieźle wykonana (muzyka pierwsza klasa), ale po jakimś czasie mamy wrażenie, że oglądamy film przyrodniczy.

Hotel (2001)

2/10 – Dawno tak męczącego, niespójnego i nużącego filmu nie widziałem… Kompletnie nic z niego nie wyniosłem, niczego się nie dowiedziałem. Cała masa żenujących scen (od zanurzania sutków w mleku czy odwrócenie ról w analu…). Kompletny brak fabuły. Wyglądało to mniej więcej tak, jakby ktoś mocno naćpany biegał z kamerą po Wenecji. Za mało Lucy Liu, pana Malkovicha i Salmy.

Racja, na pewno film nie dla wszystkich, a na pewno nie dla mnie!

Rękopis znaleziony w Saragossie (1964)

Eee? – O ile pierwsza część mnie nie specjalnie wciągnęła, wręcz porządnie znużyła, to z drugą już było trochę lepiej. Ale nadal nie jest to na co liczyłem. Dziwny film, bardzo dziwny. Dodatkowo ta muzyka – bardzo irytująca. Mam nadzieję, że "Sanatorium" okaże się ciekawsze.

+6/10

Troja (2004)

4/10 – Hej, złe to na pewno to nie jest, ale ma tyle wspólnego z "Iliadą" Homera jak mistrz Uwe Boll ze sztuką. Ładnie podana hollywoodszczyzna z zaskakująco dobrze zrobionymi scenami bitew (chociaż były momenty, że nie dało się odróżnić kto Grek a kto Trojan.. Film również obfituje w masę irracjonalnych zachowań (Achilles po zabiciu Hektor kładzie się koło jego grobu i ryczy…) i ta piosenka puszczona na napisach końcowych (gorzej dobrać się już chyba nie dało). Ale czy to ważne? Ważne, że wyszła z tego strawna, kolorowa rozpierducha. I Alleluja!

Skrzypek na dachu (1971)

Cudeńko! – "-Czy Pan ma jakieś błogosławieństwo na cara?
- Ależ oczywiście, niech trzyma się od nas z daleka!"

Przecudowny film, zabawny, miejscami cholernie smutny i nade wszystko prawdziwy. Znakomite ukazanie wszystkich trosk, marzeń (""Gdybym był bogaty…"), tęsknot i pragnień wiejskiego środowiska żydowskiego, obtoczone subtelnym humorem. Te wszystkie piosenki, ta choreografia, te wszystkie "mądrości" Topola… Kolejny przykład na to, że da się zrobić wspaniały film bez moralizatorstwa i całego efekciarstwa.

8/10

Proszę czekać…