Aktywność

Area 51: The Alien Interview (1997)

3/10 – Porządnie wykonany ponad godzinny dokument, mający na celu przekonanie nas na istnienie obcych. Kilka ciekawszych komentarzy między innymi speca od efektów specjalnych czy dekoratorów, za to bardzo słabe inscenizacje i sam filmik z domniemanym obcym. Gdyby twórcy wzięli się za jakiś poważniejszy temat to może wyszło by coś z tego.

Film do obejrzenia w sieci wraz z napisami polskimi.

Dziewczyna moich koszmarów (2007)

3/10 – Bracia Farrelly kolejny raz nie zawodzą, ta samo Stiller. Głupiutka, lukrowa, odmóżdżająca komedyjka z bardzo mdłym happy endem. Czyli typowa hollywoodszczyzna krótko mówiąc :) …

Gwiazda szeryfa (1957)

7/10 – Coraz bardziej przekonuję się do tych "klasycznych" westernów, choć w tym przypadku mam niemałe wątpliwości co do przyporządkowania tego gatunku filmowi Manna. Fonda , Van Cleef i nawet Perkins (niezła rólka, ale i tak od "Psychozy" się raczej nie uwolni) – to musiało się udać. Plus do tego niesłychanie nabrzmiewający klimat i wyczuwalne napięcie. Nie ma co – jedna z mocniejszych pozycji westernowych.

Spartakus (1960)

7/10 – Solidna, ponad trzygodzinna epicka produkcja. Kilka lekkich "potknięć" (momentami wątek miłosny przyprawiał mnie o wymioty, gadki pokrzepiające serca czy niepotrzebne, nic nie wnoszące obrady Rzymian) dzieło Kubricka posiada, ale rekompensuje to w pełni muzyka czy świetne zdjęcia. Jednakże to najsłabszy obok "EWS" film mistrza (nie wliczając jego szorcików)…

Odmienne stany moralności (2003)

6/10 – Po pierwsze, w film jest wepchanych multum różnych postaci. Były momenty dezorientacji, w których miałem naprawdę duży kłopot z ustaleniem kto kim właściwie jest, jak jest spokrewniony z bohaterami itd. To efekt włożenia do rondla z dobre czterech rodzin, ludzi z psychiatryka i ćpunów. Poza tym w filmie pojawia się duża ilość strasznie przesłodzonych scen z emo muzyką w tle. Wyszła by o stokroć lepsza rzecz, gdyby sam film poszedł tropem terapii Lelanda. Kompletnie niepotrzebne są tutaj jakieś wątki romansu doktora, problemu z narkotykami czy wyborem szkoły wyższej. Ok, na razie same suche minusy, czas na dobre strony. Monologi Goslinga i jego rozmowy z doktorem to coś naprawdę świetnego. Muszę przyznać, że film bardzo mnie wciągnął i w jakimś stopniu poruszył.

Jak stracić chłopaka w 10 dni (2003)

2/10 – Jeszcze kilka takich seansów i obstrukcja mózgu zapewniona. Jak to coś można podpinać pod gatunek "komedii", a tym bardziej romantycznej. Gdzie temu subtelnością do "Absolwenta" czy "Annie Hall". Już nie chodzi mi o to, że schematyczność i nielogiczność, bez których gatunek by już dawno umarł, ale żeby historia trzymała się jakoś kupy. I ta nieszczęsna Hudson, znowu z tą swoją miną jakby cierpiała na całodobową menstruacje.

Wiatr buszujący w jęczmieniu (2006)

6/10 – Film za bardzo stronniczy? Skrajnie lewicowy? Raczej nie. Nie powiedziałbym. Wiem jedno na pewno – z tego był świetny materiał na film. Wyszedł kolejny, typowy obraz, mówiący głośno "wojna jest be". Kilka rażących błędów logicznych w fabule, dziurawy scenariusz i dość przeciętne wykonanie sprawiają, że film nie tyle zaciekawia, co irytuje. I do tego ten Murphy. Może dobry do jakieś rólki w "Batmanie", ale na coś poważniejszego to wymięka.

Patch Adams (1998)

6/10 – Ładna bajeczka oparta na faktach. Taki "Lot nad kukułczym gniazdem" w wersji light. Nie będę ukrywał – podobał mi się. Humor przedstawiony w komedyjce jest lekki i co najlepsze nienachalny. Williams nie robi z siebie debila jak to inni "komicy" zwykli czynić, żeby przyciągnąć naszą uwagę. Gorzej jest jeżeli gdzieś tak w drugiej połowie filmu dochodzi dodatkowy gatunek – dramat. Wtedy ginie jakaś koleżanka głównego bohatera i wtedy zaczyna brakować jakichkolwiek emocji. Ale trzeba przyznać, że film wyróżnia się z grona głupkowatych komedyjek. Ale to wciąż za mało…

Pokój Marvina (1996)

6/10 – Nie no, jest naprawdę nieźle. Historia opowiedziana ze sporym dystansem, powagą, sentymentalnością, momentami bardzo smuci, czasami przeraża relacjami międzyludzkimi. Kilka scen za bardzo teatralnych, kilka dialogów za bardzo mdłych, ale za to masa scen przypadła mi do gustu i jeszcze do teraz je rozpamiętuje, na przykład przejażdżka Hanka z Bessie, coś cudownego. Poza tym naprawdę wielki popis swoich umiejętności dały panie Streep&Keaton, nawet ten DiCaprio, którego zbytnio nie lubię nie przeszkadzał mi.

Chisum (1970)

5/10 – Strawna papka z podstarzałym Waynem. Jedyne co wyniosłem z tego klasycznego westernu to końcowe ujęcie Johna na koniu i powolne oddalenie kamery. Chociaż same zakończenie wyglądało tak jakby twórcom zabrakło taśmy filmowej. Przyczepię się jeszcze do dialogów i owego "humoru". Scenarzysta filmu musiałbym wyjątkowym drętwiakiem!!

Proszę czekać…