Porażka… – Praktycznie niczym nie wyróżniająca się sensacja z efekciarskimi wybuchami, pościgami, przekoloryzowanymi postaciami i patosowym zakończeniem. Całość bardzo chaotyczna i momentami nawet niezrozumiała. Obejrzałem, zapomniałem i nie powrócę do tego więcej.
2/10
Kwintesencja braci! – Świetnie poprowadzony, świetnie zagrany film z typowym coenowskim czarnym poczuciem humoru. Do tego w drugiej połowie filmu napięcie aż kipi po brzegi. Czego chcieć tutaj więcej? I do tego to elektryzujące zakończenie. Jedno z najlepszych jakie kiedykolwiek oglądałem… Nawet przy powtórce siedziałem z rozdziawioną gębą…
8/10
Całkiem, całkiem – Zaskakująca dobra kontynuacja (podobnie jak "Psychoza II", godny następca Hitchowskiej wariacji). Oczywiście z mistrzowskim dziełem Kubricka nie ma co porównywać – zabrakło tutaj tej surowej ręki reżysera, ale nie można odmówić filmowi Hyamsa tajemniczości i klimatu. Sceny z Bowmanem przyprawiły mnie o dreszcze, choć można się czepiać ich dość słabej realizacji. Trochę niepotrzebnie wprowadzono tutaj te wszystkie wątki polityczne (łamanie embarga, konflikt supermocarstw). A tak z innej beczki – dziwny ma Akademia gust, jeżeli "2010" zdobyła o jedną nominacje więcej od filmu Stanleya :)
7/10
Lekkie rozczarowanie – Film prezentuje się świetnie od strony wszelkich bitew, ataków przepełnionych realizmem, które naprawdę robią wrażenie. Do tego efekty specjalne i zdjęcia czy scenografia. "Najlepsze w historii kina"? Raczej nie, ale ich poziom jest naprawdę wysoki jak na rok produkcji. Niestety dużo gorzej jest z pozostałymi scenami, które w większości nie pasowały do tego obrazu. Jedynym wytłumaczeniem jest obecność czterech reżyserów, więc nie ma się co dziwić chaosowi panującemu w niektórych częściach filmu.
Ale warto, choćby ze względu mistrzowskiej strony technicznej.
6/10
Tragedia… – I pomyśleć, że reżyserem był De Palma, gościu, który stworzył rewelacyjnego "Człowieka z blizną" czy "Carlita", na dobrym poziomie. Tutaj nic nie trzyma się kupy – bohaterowie biegają, tłuką się po ryjach, strzelają, klną i nic z tego nie wynika. Do tego dochodzi fatalna narracja. Aktorstwo? Kolejny kataklizm tego filmu. Tylko w sumie Scarlett nie zaniżała poziomu. Zakończenie zbyt wieloetapowe, przeprowadzone bez większych emocji czy napięcia.
2/10
Oby tak dalej Uwe! – Pierwszy film Bolla, który nie przyprawił mnie o wymioty. Wprawdzie tak jak w innych filmach "mistsza" pojęcie "logika" nie istniej, ale całość podana została z niezwykłą lekkością i kiczem. Nawet różnego rodzaju strzelaniny są stokroć lepsze od wcześniejszych jego produkcji, ale na przykład do takiego Baya to jeszcze lata świetlne są…
+2/10
No way! – Akademia musi naprawdę uwielbiać takie bajeczki. Tak więc standardowo jest bohater, który dostał kopa od życia, jest i wątek miłosny, z którego aż kipi kiczem, są gangsterzy, jest zdrada. Wszystko to olane sztucznością i wtórnością, jednak trzyma się za sprawą w miarę dobrych zdjęć, muzyki czy udźwiękowienia. Ja praktycznie nic nie znalazłem wartego uwagi w filmie Boyle’a. Natknąłem się na szereg opinii, jakoby film stanowił lekcję o trudnym dorastaniu, szukaniu szczęścia i miłości czy też drodze na sam szczyt. Żeby to dostrzec musiałbym być nieźle najarany lub mieć głębokiego doła. Może gdyby nie scena wygibasów i tańców na napisach końcowych dałbym piąteczkę…
4/10
A co to ma wspólnego z tą krótkometrażówką?
Hazardzista z Hollywood / The Kids Stay in the Picture – Polecam w/w książkę. Rewelacyjna autobiografia. Dużo sław, dużo wydarzeń, skandali przewija się przez tę książkę. I wszystko pisane świetnym stylem. "Ojciec chrzestny", "Chinatown", "Dziecko Rosemary" czy "Cotton Club" to tylko niektóre filmy szczegółowo opisane w jakich męczarniach powstawały. Plus do tego ciekawe artykuły i zdjęcia do tego.
8/10 – Trochę zwlekałem z tym filmem, ale w końcu się udało. Byłem pewny, że otrzymam standardową dawkę ciągnącej się nudy. Ale nie, duże zaskoczenie. Od pierwszych minut film mnie zainteresował, ten mini monolog na początku naprawdę dodawał niezwykłej atmosfery. No może jakieś tam sceny trochę nudziły, ale dało się je przeboleć. Bardzo dobrze zagrany. Świetną kreację stworzył Olbrychski. Stanął za trudnym zadaniem oddania zagubienia i wewnętrznej pustki bohatera. Poza tym niezła strona techniczna – zdjęcia i scenografia. Po tragicznym "Katyniu" pan Wajda bardzo spadł, ale po tym bardzo dobrym obrazie zyskał i na pewno w przyszłości powrócę (bądź zaliczę) jego obrazy.
Proszę czekać…