Ogólnie straszna nuda, choć w dobie obecnych, związanych z wirusem wydarzeń nieźle pokazuje, że podczas możliwego wybuchu epidemii największe zagrożenie stanowi ludzka głupota. Jest też jedna bardzo satysfakcjonująca scena, gdy policja pałuje denerwującego nastolatka.
Mam wrażenie, że ten film to taki jeden wielki fanserwis dla zagorzałych miłośników części pierwszej. Niby zdatne do oglądania, ale dawno tak mocno nie czułem, że coś powstało na siłę.
Odnoszę wrażenie, że chciano ten film zrealizować ambitnie, a koniec końców rezultat jest zupełnie odwrotny. Niestraszne to, chaotyczne i nudne.
Klisza kliszę kliszą pogania. Wrażenia z takich horrorów zależą trochę od tego, ile się już widziało bliźniaczo podobnych. Ja najwidoczniej za dużo. Motyw głównej bohaterki z problemami natury psychicznej wywołuje już u mnie przewracanie oczami.
Całkiem interesująca i oryginalna fabuła. Podoba mi się, że film ten, będąc jednocześnie komedią, dramatem i thrillerem, przyjemnie tonuje wszystkie te gatunki. Parasite to film dobry, obejrzeć warto, ale… jednocześnie niczego wybitnego w nim nie dostrzegłem.
Odstaje wyraźnie od części z agentami J i K, choć z drugiej strony myślałem, że będzie gorzej. Lekki film na niedzielne popołudnie i tyle.
Krótka piłka – wymęczył mnie. Pitt jest świetny, kilka ciekawych scen się znajdzie, ale przeplatane jest to niewiele wnoszącą nudą. Filmy QT lubię przede wszystkim za nieporównywalnie wciągające dialogi, i to chyba tego brakowało mi tu najbardziej. W żadnym razie nie czułem niedostatku przesadzonych akcji, w których lubuje się Tarantino, ale właśnie tych dyskusji, które będę miał w pamięci przez długie lata. Fabuła przez większość seansu zdaje się zmierzać donikąd. Ciężko mi w pełni doceniać aktorstwo czy klimat, gdy historia jest tak nieangażująca.
Aktorem jest świetnym, ale lewactwo weszło mu już za mocno. Niebiali są jak najbardziej doceniani, wystarczy spojrzeć na laureatów różnych nagród na przestrzeni ostatnich kilku lat. Jednocześnie to nie wina Białych, że robią coś konstruktywnego ze swoim życiem zamiast bawić się w bycie gangsterem.

Phoenix w roli Jokera mnie wręcz zachwycił. To jedna z ciekawszych postaci, jakie widziałem w filmach. Intryguje i co chwila budzi w widzu zupełnie skrajne emocje, od współczucia, przez odrazę, na strachu kończąc. Momentami patrzyłem się w ekran niczym w jakimś transie. Scen, które zostaną mi na długo w pamięci, nie zliczę.
Ostatnie, napakowane akcją i brutalnością 15 minut filmu pozostawia nas z wrażeniem, że obejrzeliśmy coś dobrego. Gdy jednak emocje opadną i ocenimy go jako całość, wypada co najwyżej średnio (a momentami bardzo słabo). Fabule bliżej jest do bycia kolejną częścią Uprowadzonej niż Rambo. Motyw smarkuli robiącej coś głupiego, bo ma się za dorosłą, irytuje jak zawsze. Ogólnie cały ten motyw jej porwania jest idiotyczny – ta jej znajoma z Meksyku zadaje sobie trud, by znaleźć jej ojca, po czym do niego jadą tylko po to, by po konfrontacji z nim mogła ją finalnie zaprowadzić do klubu, w którym ją uprowadzą. xD
Proszę czekać…