1984 i pół
W filmie przedstawiona jest scena, w której świąteczny, rodzinny wieczór przerywa nalot policji i aresztowanie głowy domu. Chwilę później inspektor podsuwa świstki do pokwitowania "za męża". Właśnie dokładnie taki jest film- który chłodem wykreowanego świata totalitarnego powali cię na ziemię, a chwilę później zapyta czy nie uczynił tego za mocno. Gilliam praktycznie co moment wplata najróżniejsze rodzaje absurdalnego humoru i małe elementy, które cieszą najbardziej.
Świat wykreowany w filmie swoją ogarnięty biurokracją, postępującą kontrolą i zniewoleniem przypomina rzeczywistość jaką w swoich dziełach podejmowali Kafka czy Orwell. Szczególnie z antyutopijną powieścią Orwella film ma wiele wspólnego – od drobnych elementów scenograficznych (takie same urządzenia do szybkiego przesyłania listów) jak i pewnych wątków fabularnych (głównie związanych z romansem, który będzie tolerowany ze światem rządzących). Również z "Procesem" film ma wiele wspólnego – główny bohater Sam Lowry niczym jak K. ugrzązł w świecie, gdzie jednostka nie liczy się, a na ludzi patrzy się jak na liczby. Tylko we śnie może znaleźć chwilę wytchnienia od swojej pracy czy natarczywej matki. Te surrealistyczne sekwencje na szczęście nie zdominowały filmu (jak to niestety ma miejsce w nowszych produkcjach Gilliama), a rozważnie są poszatkowane między tymi "rzeczywistymi" ujęciami i ciekawie zrealizowane.
Film mógłby być poprowadzony co prawda trochę żwawiej. Co prawda napięcie, szczególnie w drugiej części filmu narasta z bardzo dużą prędkością aż do dość zaskakującego zakończenia, to dynamiczniejsze poprowadzenie akcji efekt ten tylko mogłoby pogłębić.
Myślę, że spokojnie na siedem gwiazdek film sobie zasłużył.
Też jestem strasznie ciekawy tej produkcji. Wierzę, że Cronenberg wyciśnie z tego materiału więcej aniżeli kolejną zwykłą biografię.
Zdecydowanie lepsze od poprzednich posterów (zarówno tych trzech oficjalnych jak i koncepcyjnych). Plus za brak białego tła na żadnym z plakatów. Gdyby jeszcze tak zwiastuny trzymały znośny poziom co plakaty, to wierzyłbym, że z produkcji coś sensownego wyjdzie…
Kevin, is that you!? – Wyobrażam sobie reakcję widowni w 2004 r. kiedy na ekrany kin wchodziła "Dziewczyna z Jersey". Kevin Smith będący od swojego debiutu postacią niemalże kultu, który wyznaczył dla wielu grup był głosem ich zagubionego pokolenia nakręcił taki familijny bullshit. Jednak reżyser w pełni zrehabilitował się nakręconą 2 lata po tej produkcji kontynuacji "Clerks".
Film nie jest do końca tragiczny. Ma co prawda szczątkową fabułę, która powtarza wytarte schematy, jednak trudno dać wiarę, że scenarzystą jest sam Smith. Obraz naprawdę odbiega stylem od poprzednich jego dokonań, od dialogów, które tutaj niczym szczególnym się nie wyróżniają po płytkie przedstawiania postaci.
Rozumiem, że film miał być opowieścią o doświadczeniach reżysera w jego życiu prywatnym, jednak odrobina wulgarności znana z jego wcześniejszych dzieł nie zaszkodziłaby. Patrząc na niektóre przesłodzone sekwencje, można się zastanowić czy reżyser naprawdę z własnej woli chciał opowiedzieć o tym czy został zwabiony ofertą studia.
Obraz jednak ma kilka dobrych scen, głównie należą do nich te z cameo różnych postaci – Willa Smitha, Jasona Lee czy Matta Damona. Pojawiają się tylko na chwilę i szkoda tego, bo może oni okazaliby się lekarstwem dla tej produkcji. Aha no i dobra rola ś.p George’a Carlina.
Fani Smitha z pewnością nie są zadowoleni z tego rozdziału w filmografii reżysera.
5/10
8/10 (plus spoiler) – Scena w łazience z Vince’em, który demonstruje E jego metodę pozytywnego przejścia testów na obecność narkotyków, to jeden z najzabawniejszych momentów całego serialu! Ubaw po pachy!!
Jedyne co nie wyszło w odcinku to początkowe dość mierne rozbudowanie dramatyzmu po wydarzeniu z poprzedniego odcinka, śmierci producenta-narkomana. Chociaż Turtle powtarzający ciągle: "Widziałem mózg" to także śmieszny motyw epizodu.
> miodzik o 2011-08-22 13:10 napisał:
> No to pat – zostawić pustego się nie da, a przed wpisywaniem czegokolwiek lepiej
> się wstrzymać. To co nie będziemy dodawać odcinków do np. polskich seriali,
> które nie miały żadnych tytułów poza numerkami? Jak chociażby Kariera Nikodema
> Dyzmy? Chyba, że wpisujemy po prostu te numerki jako tytuły – dobrze kombinuję?
Żeby było jasne, te numerki nie wpisujemy pod żadnym pozorem w tytule danego odcinka. System czyni to samoistnie na podstawie dodanego nr sezonu i odcinka.
Jeżeli zostawisz pole puste, system takiej treści nie przepuści. W miejsce tytułu odcinka musi być coś wpisane. Wzbraniałbym się przed dodawaniem w to pole cokolwiek, jeżeli brak jest tytułu oryginalnego.
9/10 – Jeden z najlepszych odcinków serialu. Może nie ma jakiegoś specjalnego twistu, ale narastające napięcie w końcówce aż kipi.
"- In a row?" :)
Jakby nie patrzeć kilka starszych filmów mam do nadrobienia ("Bierz forsę i w nogi", "Strzały na Broadwayu" czy jeden z epizodów "Nowojorskich opowieści"). Teraz mając wszystkie ważniejsze pozycje z filmografii reżysera za sobą czekam na kolejne dokonania, bo po sukcesie "Północy w Paryżu" napawają optymizmem.
Proszę czekać…