@roksana_goly
Powrót Nugmana, a w epizodzie Denny Dillon, którą pamiętam z "Gorączki sobotniej nocy" (ocierała Travolcie pot z czoła). Historia ciekawa, z jeszcze ciekawszym zakończeniem – nie ufaj miłym, niepozornym kobietom, bo mogą cię zaskoczyć 🙂.
Helen Slater i Michael Madsen dobrze się uzupełniali. Uwielbiam ten styl gry Madsena, jakby od niechcenia. Fabuła prosta, ale napięcie było. Ciekawiło mnie jak potoczy się relacja głównych bohaterów. Zakończenie mogło być bardziej w stylu "żyli długo i szczęśliwie (razem)", ale nie można mieć wszystkiego. 😏
6,5 Nadrabiam zaległości z Alainem Delonem i młodziutką Anne Parillaud (trzeba przyznać, że ta para stworzyła na ekranie naprawdę fajny duet). Fabuła niezła, opowieść całkiem dobrze się rozpoczęła, ale mam wrażenie, że twórcy chyba nie do końca wiedzieli, w którą stronę pójść – czarnej komedii czy kryminału i wyszedł misz masz.
Wizualnie ciekawe (scenografia, kostiumy, zdjęcia), ale do 3/4 filmu historia za bardzo się wlokła. Oczekiwałam też większej grozy. Dopiero końcówka (na którą wielu narzeka) mnie zaintrygowała. Gdyby cała produkcja była jak jej ostatnia część, byłaby to niesamowita opowieść.
"Nigdy nie baw się jedzeniem" – eh, w ilu filmach o wampirach człowiek słyszał ten tekst? Przyznaję, produkcja ma swoje komediowe momenty… i to w zasadzie tyle 😒. Reszta przeciętna.
Mam mieszane uczucia. Z jednej strony – temat aktualny jak diabli, z drugiej – płytkie to wszystko było. W "Sali samobójców" mieliśmy historię jednego bohatera, a tutaj jest ich kilkoro, przez co wszystko się rozmyło. BTW Cyniczny chłopak z problemami namawia inne dzieciaki do zrobienia czegoś, na co jemu nie wystarcza odwagi. Kiedy to w końcu robi, decyduje się na ten ostateczny krok, przez to, że był jaki był, nie potrafię mu współczuć…
Antonio Banderas… Cóż, cytując klasyka, trochę przeaktorzył 🙃. Zabójca powinien być człowiekiem zimnym, racjonalnym, a jego postać była tak nagrzana, że tylko świr mógłby kogoś takiego wynająć do brudnej roboty. Nie kupuję tego. Fabuła taka sobie. Nie potrafiłam się w nią zaangażować.
Opowieść o brudzie (dosłownie i w przenośni), opowieść o utracie niewinności (przez dzieci i dorosłych). Ten syf wylewający się nocą na ulice Ameryki. Travis jako sprawiedliwy, który ratuje z rąk alfonsa dziewczynę. Później mija kilka miesięcy, Travis wraca do zdrowia, spotyka Betsy, a potem odjeżdża i czuć jakiś taki niepokój, że ten syf znowu go jakoś dotknie, że to wcale nie jest happy end.
"…Świat bywa też dobry, tylko on jeszcze o tym nie wie…" – Smutne, chociaż w minimalnym stopniu dające jakąś nadzieję. Ciekawa produkcja z młodymi, interesującymi aktorami. Kariera jednych potoczyła się spektakularnie (Tom Cruise), inni pogubili się i przepadli w kinie klasy B i produkcjach telewizyjnych (C. Thomas Howell).
SPOJLEROWO → Gra aktorska na przyzwoitym poziomie, ale bez rewelacji. Wizualnie ciekawe. I to wszystko. Motywy szefa kuchni – ukarać grupkę bogatych, łamiących prawo, zdradzających żony, korzystających z usług prostytutek ludzi… sorry nie przekonuje mnie to. Motywy jego podwładnych – inaczej niż sekciarsko tego się wytłumaczyć nie da. Podczas oglądania tego filmu przypomniało mi się "Hell’s Kitchen" Gordona Ramsaya, który przed spróbowaniem każdego dania modlił się, żeby nie skończyło się to dla niego otruciem😝.
Proszę czekać…